sobota, 11 października 2014

V (BTS) - Przyjaciel

  

V, który zajął drugie miejsce w konkursie "DANGER"

        Prychnęłaś pod nosem i trzasnęłaś drzwiami od sypialni. Tego było za dużo. Pojedyncze łzy spłynęły po twoich policzkach. Wyszłaś z mieszkania. Słyszałaś wołanie za sobą, ale miałaś to gdzieś. Zbiegłaś ze schodów i opuściłaś blok, w którym dotychczas mieszkałaś. Wręcz idealne określenie. Nie miałaś zamiaru mieszkać z nim po tym co ci zrobił. A raczej zrobili oboje...
Wyjeżdżasz na dwa dni, a co zastajesz na powitanie? Twojego chłopaka w łóżku z twoją „najlepszą przyjaciółką”. Jaki słodki i uroczy obrazek. Miałaś ochotę się śmiać. Z własnej głupoty. Obdarzyłaś ich zbyt wielkim zaufaniem i tyle. Zastanawiałaś się tylko od kiedy to trwało.
 Lało jak z cebra. Jednak w aktualnej chwili, nie interesowało cię to, że zmokniesz. Potem zaczęłaś zastanawiać się gdzie się podziejesz. Po jakiejś godzinie w końcu coś zdecydowałaś. Byłaś już całkowicie przemoczona, a deszcz padał coraz mocniej. Westchnęłaś. Nie chciałaś być jeszcze bardziej mokra, jeśli tak się w ogóle dało. Wstałaś z ławki, na której siedziałaś. Miałaś jedno wyjście, jeśli nie chciałaś wracać do tamtego mieszkania. Ruszyłaś w stronę domu jedynej osoby, która w żaden sposób nigdy cię nie zraniła i zawsze chciała jak najlepiej. Miałaś nadzieję, że przygarnie cię chociaż na jedną noc...
Stanęłaś pod drzwiami swojego jedynego przyjaciela i wcisnęłaś guzik, po czym usłyszałaś znajomą melodyjkę. Chwilę później ujrzałaś również znajomą, wesołą twarz, na której zaczął malować się szok.
No tak... Kiedy ostatni raz się widzieliście? Chyba wtedy kiedy zaczęłaś mieszkać z Min Hyuk'iem. Wtedy Tae Tae zerwał z tobą kontakt. Nienawidził twojego chłopaka. Był przeciwny temu związkowi, tak samo jak mieszkaniu z tym osobnikiem. Mówił ci, jaki jest Min Hyuk, ale ty wolałaś to olać, bo przecież się kochacie. Nic więcej się nie liczy... Miałaś ochotę skoczyć z mostu, przez swoją głupotę. Po twoich policzkach ponownie spłynęły łzy.
- Wejdź. - odparł, otwierając szerzej drzwi.
Posłusznie weszłaś do środka. Chłopak przyglądał ci się uważnie. Po chwili przyciągnął cię do siebie i przytulił mocno.
- Pabo... - powiedział lekko podniesionym tonem, po czym objął cię jeszcze mocniej. - Mówiłem ci... - odparł łagodniej.
Wtuliłaś się w niego, pozwalając łzom płynąć. Emocje, mimo wszystko, wzięły nad tobą górę.
- Przepraszam. - odparłaś, cicho łkając.
- Za co ty mnie przepraszasz? - zapytał, głaszcząc cię po głowie. - To ty teraz masz złamane serce...
Po dłuższej chwili odsunęliście się od siebie.
- Aigoo, cała przemoczona... Coś ty robiła na dworze, kiedy tak leje? - zapytał.
- No bo nie chciałam wracać... tam. No i nie miałam co ze sobą zrobić. - odparłaś, ścierając łzy z policzków.
- Czemu od razu nie przyszłaś do mnie? - spojrzał na ciebie z wyrzutem.
- Bo... Nasze stosunki... I ja nie chciałam... - zaczęłaś się plątać.
- Pabo. - starł kciukiem ostatnią łzę z twojego policzka. - Bez względu na to co się działo między nami przez ostatnie tygodnie... Jestem twoim przyjacielem, zawsze możesz do mnie przyjść. - spojrzał ci w oczy. - Rozumiesz?
Skinęłaś głową.
- Ano... Tae Hyung? - spuściłaś wzrok.
- Hm?
- Mogłabym zostać u ciebie na noc? - zapytałaś. - Obiecuję, że tylko jedną. - dodałaś szybko.
Chłopak zaśmiał się.
- Możesz zostać tak długo, jak będziesz chciała. - powiedział. - A teraz idziesz wziąć kąpiel, bo się przeziębisz.
Skinęłaś głową. Weszliście do salonu.
- Dam ci jakieś rzeczy do spania, a te trzeba wysuszyć. - odparł. - Poczekaj chwilę. - ruszył do swojej sypialni.
Po niedługiej chwili wrócił do ciebie. Uśmiechnął się, podając ci ubrania.
- Pamiętasz jeszcze, gdzie jest łazienka, prawda? - zapytał.
- Tak, dzięki. - odparłaś, uśmiechając się blado.
- Yah, uśmiechnij się normalnie. - pociągnął cię za policzki.
- Uśmiecham się normalnie. - odparłaś, ściągając z twarzy palce chłopaka.
- Względnie.
- Normalnie. Widzisz? - wyszczerzyłaś zęby.
       V, bo również tak na niego mówiłaś, zmierzwił ci włosy.
- Lepiej idż się już kąpać. - lekko pchnął cię w stronę łazienki.
- Idę, idę. - odparłaś i otworzyłaś drzwi do owego pomieszczenia.
Twoja kąpiel nie trwała zbyt długo. Wysuszyłaś biernie włosy, by nie zostały całkowicie mokre. Ubrałaś rzeczy, które dostałaś od Tae Hyung'a. Niedługo później wyszłaś z łazienki. Skierowałaś się do salonu. Chłopak siedział na kanapie, oglądając jakieś show. Uśmiechnął się do ciebie.
- Musisz być zmęczona. - odparł.
- Trochę. - potwierdziłaś.
- Odpowiada ci spanie w moim łóżku? - zapytał z uśmiechem.
- Nie odpowiada. - odparłaś, a ten spojrzał na ciebie ze zdziwieniem na twarzy. - A gdzie ty będziesz spał?
- No, na kanapie. - odpowiedział.
- Ja będę spać na kanapie. - oznajmiłaś.
- Nie dam ci tu spać.
- Czemu zawsze musisz wszystko utrudniać? - zapytałaś.
Rozłożył się na kanapie i nakrył się kocem, który musiał wcześniej sobie przygotować. Udawał, że śpi.
- Jak dziecko. - odparłaś i podeszłaś do kanapy. - Tae Tae, no weź, złaź. Chcę się położyć.
Odwrócił się do ciebie plecami.
- Kim Tae Hyung, wiem, że nie śpisz. Przestań udawać! - tyknęłaś go palcem w plecy.
Ten, jak na zawołanie, zaczął chrapać. Usiadłaś na podłodze.
- Yah! - szturchnęłaś go lekko. - Tae Tae... - jęknęłaś.
Od tamtej pory cały czas dźgałaś go w plecy. Po jakimś czasie chłopak w końcu obrócił się do ciebie.
- Nie dasz mi spać? - zapytał lekko zachrypniętym głosem.
- Na pewno nie tutaj. - odpowiedziałaś.
V westchnął. Podniósł się z kanapy. Ty również wstałaś.
- W takim razie, śpimy razem. - odparł, ciągnąc cię za sobą do sypialni. - Jesteś na mnie skazana. - dodał.
- Przeżyję. - odparłaś z uśmiechem.

Wstaliście rano. Znaczy Tae Tae wstał. Ty miałaś zamiar jeszcze pospać.
- Wstawaj, śpiochu. - szturchnął cię lekko. - Zrobiłem śniadanie.
Odwróciłaś się w jego stronę. Uśmiechał się szeroko, w rękach trzymając tacę z posiłkiem. Uśmiechnęłaś się i przeniosłaś do pozycji siedzącej. Podał ci tacę z twoimi ulubionymi naleśnikami.
- Dziękuję. - odparłaś z uśmiechem.
- Nie ma za co. - wyszczerzył się.
Jadłaś je, co chwilę się uśmiechając. Tae rozśmieszał cię na różne sposoby. Niestety na próżno. Przecież musiałaś zabrać dzisiaj swoje rzeczy z mieszkania byłego chłopaka. Nie wiedziałaś nawet gdzie się podziejesz. Nie chciałaś siedzieć Tae Hyung'owi na głowie. Musiałaś zabrać swoje rzeczy i coś sobie znaleźć.
Po posiłku poszłaś do łazienki. Po skończeniu porannej toalety i przebraniu się z powrotem w swoje rzeczy, wyszłaś z niej.
- Idę na chwilę do sklepu. - zmierzwił ci włosy. - Dasz sobie sama radę?
- Nie mam pięciu lat, Tae. - odpowiedziałaś mu tym samym.
- Może nie oficjalnie. - wystawił ci język. - Ale mentalnie jak najbardziej.
- Chyba ty. - również wystawiłaś mu język.
Patrzył na ciebie uważnie, po czym spoważniał. Zbliżył się do ciebie. Objął cię mocno. Lekko się zdziwiłaś taką szybką zmianą zachowania.
- Kiedy wrócę, pójdziemy po twoje rzeczy. - powiedział. - Jeśli myślałaś o pójściu tam samej, to o tym zapomnij.
- I mam u ciebie zostać, ta? - zapytałaś.
- Tak, zostaniesz u mnie. - odparł.
- Nie chcę ci siedzieć na głowie. - odparłaś. - I tak już dużo dla mnie zrobiłeś, przyjmując mnie na tę noc.
- Jestem twoim przyjacielem, tak? - spojrzał ci w oczy. - Mówiłem, możesz tu zostać ile chcesz.
- Nie chcę ci przeszkadzać. - odparłaś.
- Nie będziesz mi przeszkadzać. - odpowiedział.
Westchnęłaś.
- Jesteś tego pewien? - zapytałaś, patrząc na niego uważnie.
- Tak. Jestem twoim przyjacielem, więc jak mógłbym cię teraz stąd wyrzucić? Za bardzo bym się o ciebie martwił. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - odparłaś i przytuliłaś go. - Za wszystko.
- Nie musisz mi dziękować. - zaśmiał się cicho. - To ja dziękuję, że do mnie przyszłaś. Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem.
- Ja za tobą też. - powiedziałaś.
Pogłaskał cię po głowie. Odsunęliście się od siebie. Tae Tae znów uśmiechnął się.
- To poczekaj na mnie, zaraz wracam. - odparł i otworzył drzwi.
- Czekam. - uśmiechnęłaś się.
Tae wyszedł, a ty usiadłaś na kanapie i włączyłaś sobie telewizor. Nic lepszego do roboty nie miałaś. Posprzątałabyś, ale V wszystko już zrobił. Westchnęłaś. Zajęłaś się skakaniem po kanałach. Po dłuższym czasie zaczęłaś zastanawiać się gdzie jest Tae Hyung. Miał zaraz wrócić, a nie było go co najmniej godziny. Usłyszałaś dźwięk otwieranych drzwi. Podniosłaś się i ruszyłaś w stronę przedpokoju. Pierwsze co rzuciło ci się w oczy rozcięcie w prawym kąciku ust przyjaciela.
- Yah! Co ci się stało? Biłeś się? - podbiegłaś do niego i przyjrzałaś się wardze.
- Wywróciłem się tylko. - odparł.
- Jasne. - spojrzałaś na niego. - Czemu kłamiesz?
- Nie kłamię. Wywróciłem się. - minął cię.
- Tae Hyung! -  pociągnęłaś go za nadgarstek.
- Hyo Rin, przywiezie twoje rzeczy wieczorem. - powiedział cicho, nie patrząc na ciebie.
Kiedy usłyszałaś imię „przyjaciółki” spojrzałaś na niego zaskoczona.
- Co u niej robiłeś? - zapytałaś. - I co ci się stało?
- Naprawdę miałem zamiar iść z tobą do jego mieszkania, ale przypominając sobie twój wczorajszy stan...  -- Poszedłem do Hyo Rin...- przerwałaś mu.
- Skąd wiedziałeś, że ona...
- Nie wiedziałem, dopóki nie zobaczył mnie jej chłopak, który pomylił mnie z tym kretynem. - wskazał na swój kącik. - Tak to się stało.
Przyjrzałaś się ranie.
- Pomijając nic nieznaczącą resztę, dogadałem się z nią w sprawie twoich rzeczy. Koniec historii. - odparł.
- Co ma oznaczać, ta „nic nieznacząca reszta”? - zapytałaś.
- To co oznacza. - usiadł na kanapie.
Westchnęłaś.
- Gdzie masz apteczkę? - spojrzałaś ponownie na
- W dolnej szafce, w łazience. Czemu pytasz? - posłał ci zdziwione spojrzenie.
Uśmiechnęłaś się pod nosem i ruszyłaś do łazienki.
Tae Hyung zawsze był nieprzewidywalny. Nigdy nie wiedziałaś, co chce zrobić. Teraz byłaś mu wdzięczna, a jednocześnie trochę zła na siebie. Był przez ciebie ranny. No dobra, nie była to jakaś wyjątkowo poważna rana, ale mimo wszystko ciągle rana.
Wróciłaś do salonu z apteczką. Usiadłaś na kanapie obok chłopaka. Ten już domyślił się po co ci była apteczka. Odwrócił się w twoją stronę. Zbliżyłaś się do niego, po czym lekko skropliłaś ranę. Tae syknął cicho. Przetarłaś ją wacikiem kosmetycznym, po czym ponownie minimalnie polałaś wodą utlenioną. Lekko podmuchałaś ranę, by nie piekło.
- Już starczy. - odparł chłopak, odsuwając się od ciebie gwałtownie.
- Ale ja jeszcze nie skończyłam...- byłaś lekko zdziwiona.
- Tyle wystarczy, naprawdę. - powiedział, wstając.
Patrzyłaś na niego zdziwiona. Tae zabrał apteczkę i poszedł do łazienki.

***

Minęło kilka tygodni. Tak jak Tae Hyung powiedział – zostałaś u niego. Kupił nową kanapę, która była znacznie większa od poprzedniej. I od tamtej pory spał w salonie. Chciałaś go przekonać, że ty możesz spać na kanapie, ale nawet tego nie słuchał.
Ogólnie wszystko układało się świetnie, odkąd zerwałaś z Min Hyuk'iem. Początki były trudne. Chodził wszędzie, gdzie była chociaż najmniejsza szansa na spotkanie ciebie. Uczelnia, twoja dorywcza praca, ulubione miejsca – był wszędzie. Jedynym miejscem do którego nie odważył się przyjść, to mieszkanie Tae. Przynajmniej tam miałaś spokój. Po jakimś czasie, twój były chłopak zrozumiał, znaczenie tego określenia.

Sobota. Tego dnia postanowiliście spędzić wieczór, przy oglądaniu filmów. Przygotowaliście popcorn i wszystko co jeszcze było wam potrzebne. Obejrzeliście dwie komedie, po czym chcieliście odmiany. Skoro się pośmialiście, to teraz przyszedł czas na jakiś horror. Nie oglądałaś ich za często, za to Tae Tae miał ich trochę za sobą. Pozwoliłaś mu wybrać, co będziecie oglądać. To był błąd. Ogólnie błędem było wybieranie horroru, ale skąd mogłaś wiedzieć, że tak to się skończy? Nie spodziewałaś się tak strasznego horroru. Tak minimalnie ironiczne.
Film nie zaczął się tak źle. Nie wydawał się taki straszny. Naprawdę. Nawet po tym jak się skończył, jakoś szczególnie tego nie odczułaś. Horror jak każdy inny. Taa, jasne. Wszystko zaczęło się, po rozdzieleniu się z Tae Tae. Ty ruszyłaś do sypialni, a on został w salonie. Względnie wszystko było dobrze. Względnie.
Położyłaś się, przykryłaś kołdrą i chciałaś zasnąć. Chciałaś. Na początku się wierciłaś, później jednak już zasypiałaś. Można powiedzieć zasypiałaś... Każde najmniejsze skrzypnięcie zmuszało cię do rozglądania się po pokoju. To była ta najgorsza rzecz po obejrzeniu horroru. Zawsze tak miałaś.
Wytrzymałaś dłuższy czas, jednak, chyba po godzinie, wstałaś z łóżka. Postanowiłaś zaciągnąć Tae, żeby spał z tobą. Wiedziałaś, że sama na pewno nie zaśniesz. Wyszłaś więc z sypialni. Przed tobą rozciągnął się, mimo że krótki, to ciemny korytarz. Ruszyłaś powoli, co chwila rozglądając się na każdą stronę. Mijałaś spokojnie aneks kuchenny, dopóki nie poczułaś, czyjegoś uścisku na nadgarstku. Pisnęłaś.
- _____? - usłyszałaś za sobą głos przyjaciela. Odetchnęłaś z ulgą. - Co tu robisz?
Odwróciłaś się w jego stronę.
- Prześpisz się ze mną? - zapytałaś.
- Składasz bardzo ciekawe propozycje. - odparł lekko zmieszany chłopak.
Spojrzałaś na niego, nie rozumiejąc.
- Nie o to mi chodziło, pabo. - uderzyłaś dłonią w jego nagi tors. Nie zauważyłaś wcześniej, że nie ma na sobie koszulki. Nie przywykłaś do tego. Lekko się zaczerwieniłaś.
- Wiem. - uśmiechnął się. - Boisz się?
- Nie boję. - zaprzeczyłaś szybko. Za szybko.
- Aigoo... Boisz się... - uśmiechnął się szeroko.
- Nieprawda. - odparłaś lekko zawstydzona.
- Chodź. - chwycił twoją dłoń i poszliście do sypialni.
Ułożyłaś się na łóżku, a Kim zaraz obok ciebie. Tae przytulił cię od tyłu. Zaczerwieniłaś się. Nie wiedziałaś czemu cię to zawstydza. Twój przyjaciel zawsze się do ciebie przytulał, więc czemu teraz tak na to reagowałaś?
- Słodkich snów. - szepnął cicho swoim niskim głosem.
Przeszły cię ciarki. To już kolejny raz, na którym się przyłapałaś. Ostatnio coraz częściej inaczej reagowałaś na różne gesty chłopaka. Nie wiedziałaś co się z tobą dzieje. Znaczy, na myśl szło ci jedno – zakochałaś się w Kim Tae Hyung'u. Ale to oczywiście odrzucałaś od siebie od razu. Przecież Tae był twoim przyjacielem.
Myśląc nad tym, nawet nie zauważyłaś kiedy zasnęłaś.

Obudziłaś się prawie w południe, wtulona w tors przyjaciela.
- Obudziłaś się? - zapytał lekko zaspanym głosem.
- Mm. - mruknęłaś i ponownie wtuliłaś się w jego tors, chcąc dalej spać.
- Śpioch. - zaśmiał się cicho. - Wstajemy.
- Nie bądź taki... Daj mi pospać. - odparłaś cicho.
- Przykro mi. Wstajemy. - odparł, przenosząc się wraz z tobą do pozycji siedzącej.
- Wredny. - spojrzałaś na niego z wyrzutem.
- A ty słodka. Szczególnie z tą szopą na głowie. - pogłaskał cię po włosach.
- Haha. - odparłaś. - Śmiej się dalej.
Uśmiechnął się i podniósł z łóżka.
- Zrobisz śniadanie? - zapytał, rzucając ci proszące spojrzenie.
- Zrobię. - odparłaś, przecierając oczy.
  Tae uśmiechnął się szeroko i powędrował do łazienki. Podniosłaś się z łóżka i upięłaś włosy w wysoką kitkę. Skierowałaś się do kuchni. Zastanawiałaś się, co zrobić na śniadanie. Po dłuższym namyśle w końcu udało ci się zdecydować. Zabrałaś się do robienia tostów. Niedługo później wszystko było gotowe. V wyszedł z łazienki i przyszedł do kuchni. Uśmiechnęłaś się w jego stronę. Odwzajemnił uśmiech i usiadł przy stole. Zabraliście się za jedzenie.
- Nudzi mi się. - jęknęłaś, kończąc posiłek.
- Jest niedziela, czego ty oczekujesz? - zapytał Tae, przeciągając się.
- Nie wiem. Czegokolwiek. Naprawdę. - odparłaś.
- Hmm, to może jakiś spacer lub coś w tym stylu? - zaproponował.
        Zastanowiłaś się. Nie chciało ci się nigdzie iść, no ale cóż. Lepsze wyjście niż nudzenie się i marudzenie w domu.
- Okay. - odpowiedziałaś.
- Idziemy od razu? - zapytał.
- To czekaj, ogarnę się. - powiedziałaś i ruszyłaś przygotować się do wyjścia.
  Niedługo później byłaś gotowa. Wyszliście na dwór. Może i nie było jakoś wyjątkowo słonecznie, ale przynajmniej nie padało. Spacerowaliście sobie, rozmawiając. Co jakiś czas wybuchaliście śmiechem, kierując na siebie spojrzenia przechodniów. Co niektórzy się uśmiechali. Lecz większość patrzyła na was mniej przychylnie. Niestety niedługo później zaczęło padać, co minimalnie zniszczyło wam humor. Zdecydowaliście, że schowacie się w jednej z kawiarni. Wybraliście sobie miejsca w kącie, przy jednym z okien. Kelnerka podeszła do was. Była mniej więcej w twoim wieku, może trochę starsza.
- Mogę przyjąć zamówienie? - zapytała, uśmiechając się lekko w stronę Tae Hyung'a.
Ten odwzajemnił jej uśmiech. Po chwili między nimi nawiązał się pewnego rodzaju... flirt... Mogłaś powiedzieć, że nic ci w tym nie przeszkadzało, ale poczułaś jakby ukłucie zazdrości.
Tae po jakimś czasie złożył zamówienie i uśmiechnął się do ciebie szeroko. Odwróciłaś od niego wzrok, udając, że dostałaś jakąś wiadomość. Wasze zamówienie pojawiło się wyjątkowo szybko. Jednakże owa kelnerka nie miała zamiaru równie szybko odejść od waszego stolika. Lekko zirytowana, zajęłaś się gorącą czekoladą.
To nie tak, że byłaś zazdrosna o Tae Tae. No bo czemu miałabyś być o niego zazdrosna? To twój przyjaciel.
Ale za to, jaki przystojny...
Zakrztusiłaś się czekoladą. To co pomyślałaś przed chwilą... Wcześniej, nigdy nie przyznałaś tego. Znaczy, widziałaś, że Tae Hyung jest nie przeciętnej urody, ale... Był przystojny, tylko nigdy nie zwracałaś na to większej uwagi, więc czemu teraz?
Kelnerka wraz z twoim przyjacielem skierowali na ciebie wzrok.
- Yah, musisz uważać. - od razu skarcił cię Tae, przyglądając ci się uważnie.
- Ta. - mruknęłaś. - Mianhe.
- Wszystko w porządku? - zapytała dziewczyna, narzucając na twarz wymuszony uśmiech.
- Tak. - odparłaś. - Dziękuję. - dodałaś, uśmiechając się lekko.
Kelnerka odeszła od waszego stolika.
- Aigoo... Na pewno nic ci nie jest? - zapytał Kim.
- Na pewno. - odparłaś. - Już mówiłam.
Tae uśmiechnął się i zajął się swoim napojem. Nie wiedziałaś na czym masz zawiesić swój wzrok, a twój, w połowie pełny kubek, przestał być interesujący. Stanęło na Tae Tae. Sama nawet nie zauważyłaś, gdy zaczęłaś mu się przyglądać. Ty nie. On tak.
- Wiem, że jestem przystojny, ale nie musisz mi tego tak udowadniać. - zaśmiał się cicho Tae.
Zaczerwieniłaś się i skierowałaś wzrok na swój kubek. Normalnie to byś mu się jakoś odgryzła. Ale nie potrafiłaś. Mimo że w twojej głowie była tylko jedna myśl i wszystko ci to udowadniało, ty nadal to od siebie odpychałaś. Tae Hyung to twój przyjaciel, nikt więcej. Tej wersji się trzymajmy.

Wieczorem nie mieliście żadnych większych planów. Poszłaś do łazienki, wziąć prysznic. Zapomniałaś całkowicie o zabraniu ubrań. Wzięłaś ze sobą tylko bieliznę. Geniusz. Ubrałaś to co miałaś. Wyszłaś z łazienki, rozglądając się. Nie miałaś zamiaru paradować w samej bieliźnie przed Tae. Telewizor w salonie był włączony, więc zrozumiałaś, że tam właśnie znajduje się przyjaciel. Uśmiechnęłaś się lekko i szybko skierowałaś się w stronę sypialni, w której posiadałaś swoją rzeczy. Niestety, nic nie mogło być takie jak ty chciałaś. Tae Hyung wcale nie znajdował się w salonie. Nie. Znajdował się właśnie w sypialni. Wiedział kiedy tam pójść.
Stałaś, patrząc na niego tępym wzrokiem. Wiedziałaś, że aktualnie twoja twarz jest cała czerwona. Na dodatek Tae przyglądał ci się. Widziałaś to, co jeszcze bardziej cię zawstydziło. V podszedł bliżej ciebie. Zrobiłaś krok w tył, przez co przylegałaś plecami do ściany. Spuściłaś wzrok. Chłopak ponownie się do ciebie zbliżył. Nie do końca potrafiłaś zrozumieć aktualną sytuację.
Kim usadowił swoją prawą rękę obok twojej głowy. Spojrzałaś na niego. Przełknął nerwowo ślinę, po czym zbliżył swoją twarz do twojej. Czułaś, że robi ci się bardzo gorąco. Tae przyglądał się twoim wargom, po czym jeszcze się do nich przysunął. Wasze twarze dzieliły zaledwie milimetry. Byłaś pewna, że zaraz cię pocałuje. Jednak tego nie zrobił. Zacisnął dłoń w pięść i wyszedł z pomieszczenia.
Twoje serce biło strasznie szybko. Wzięłaś głęboki oddech. Próbowałaś się w jakiś sposób uspokoić, ale to nie było takie łatwe. Tae Hyung prawie cię pocałował. Co ty miałaś o tym myśleć? Przecież byliście przyjaciółmi, tak?

Przez następne trzy dni, prawie się do siebie nie odzywaliście. Ciche przywitania, które między sobą wymienialiście były jedyną formą komunikacji. To cię denerwowało, ale co mogłaś poradzić? Miałaś zbyt wielki mętlik w głowie.
Wieczorem siedziałaś sobie w salonie. Tae gdzieś wyszedł jakiś czas temu, a ty zajęłaś oglądaniem ulubionej dramy. Po godzinie drama się skończyła i zaczęło się jakieś show. Po kolejnej godzinie zaczęłaś zastanawiać się, gdzie jest Tae Hyung. Naprawdę zaczęłaś się martwić. Nie wiedziałaś gdzie był, a zrobiło się naprawdę późno. Po następnej już miałaś do niego dzwonić, ale usłyszałaś, że ktoś wszedł do mieszkania. Skierowałaś się do przedpokoju. Tam zauważyłaś przemoczonego przyjaciela.
- Gdzie byłeś? - zapytałaś, przyglądając mu się.
- Na spacerze. - odpowiedział i minął cię.
- Czy ciebie pogięło? - poszłaś za nim. - Spacer w taką ulewę?
- Musiałem wyjść pomyśleć. - powiedział, ściągając z siebie mokrą koszulę.
- W taką pogodę, musiałeś akurat wyjść pomyśleć? - zapytałaś wściekła.
- Jesteś na mnie zła? - spojrzał na ciebie.
- Jak mogę nie być zła? Nie dość, że nie powiedziałeś gdzie idziesz ani kiedy wrócisz, to jeszcze wracasz przemoczony. - powiedziałaś.
- Martwiłaś się o mnie? - zapytał, jakbyś powiedziała coś szokującego.
- A czemu miałabym się nie martwić? Jesteś... - zacięłaś się na chwilę. - Dla mnie ważny...
- Myślałem, że nie chcesz mnie widzieć... - odparł cicho.
Spojrzałaś na niego zaskoczona.
- Czemu tak myślałeś? - zapytałaś.
- Ostatnio... To co zrobiłem... - powiedział cicho, spuszczając głowę. - Myślałem, że mnie nienawidzisz...
- Pabo. - odparłaś, uderzając go w tors.
- Nie nienawidzisz mnie? - zapytał.
- Nie. - odpowiedziałaś. - Nie potrafiłabym cię znienawidzić.
Chłopak uśmiechnął się lekko, po czym przytulił cię.
- Mokry. - jęknęłaś cicho, a chłopak wtulił się w ciebie. Na twojej twarzy pojawił się rumieniec.
- _____, mogę... Coś zrobić? - zapytał.
- Co? - zapytałaś.
- Po prostu mi pozwól. - szepnął prosto do twojego ucha.
- No... dobrze. - zgodziłaś się.
Chłopak odsunął się od ciebie kawałek, po czym złączył wasze wargi w pocałunku. Otworzyłaś lekko szerzej oczy. Twoje serce przyspieszyło. Nieśmiało oddałaś pocałunek. Tae przyciągnął cię do siebie trochę bliżej. Zacisnęłaś dłonie na materiale jego bokserki. Po dłuższej chwili chłopak odsunął się od twoich ust. Przejechał językiem po swoich wargach, po czym przygryzł dolną.
- Kocham cię, ______. - powiedział czule.
Zarumieniłaś się mocno. Pogłaskał cię po policzku, uśmiechając się lekko.
- Urocze. - odparł.
Spuściłaś wzrok.
- Tae Tae? - wymówiłaś cicho.
- Hmm?
- Też cię kocham. - powiedziałaś, patrząc mu w oczy.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i cmoknął cię w czoło.
- Więc od teraz jestem twoim chłopakiem? - zapytał z uśmiechem, raczej nie spodziewając się odpowiedzi.
- Tylko moim. - odparłaś, uśmiechając się lekko.


________________
Zamówienia idą wolno, wiem i przepraszam. Obiecałam, że napiszę D.O jak najszybciej, ale przez kolejną aferę z EXO nie jestem w stanie na razie. Mianhe, ale to trochę bardzo we mnie uderzyło. Tak samo z resztą jak wszystko co dzieje się w tym roku w k-pop'ie. To po prostu straszne i cieszę się, że ten rok się w końcu kończy.
Scenariusze z Sugą ruszają powoli do przodu. Jeśli pójdzie dobrze, któreś pojawi się niedługo. Niestety Kang Jun zostaje pod znakiem zapytania. Mi Li postara się coś zrobić, ale nic nie jest jeszcze wiadome. Ewentualnie wezmę go ponownie na siebie, mimo że pierwsze próby mi nie wyszły - trzeba w końcu się za to zabrać. Jestem wdzięczna za cierpliwość.

~YooRa

środa, 24 września 2014

Zelo (B.A.P) - Tania komedia romantyczna

     


Zelo dla Candry :3

       Wyszłaś z budynku szkoły i od razu ruszyłaś w stronę domu. Miałaś już dość szkoły. Na szczęście za niedługo miały być wakacje.
Rozejrzałaś się. Niektórzy ludzie spieszyli się, zaś inni cieszyli się wolnym czasem. No bo w końcu był piątek, początek weekendu. Nareszcie trochę wolnego.Byłaś niesamowicie szczęśliwa.
Kiedy prawie dotarłaś do domu, zadzwonił twój telefon. Był to twój ojciec.
- Cześć, _____. - przywitał się.
- Hej, tato. - odpowiedziałaś mu tym samym.
- Mam do ciebie jedną małą prośbę, skarbie. - zaczął.
Wiedziałaś, że za tym telefonem coś się kryje. Ojciec rzadko kiedy dzwonił z pracy bez wyraźnej potrzeby.
- O co chodzi? - zapytałaś.
- No bo... Jak wychodziłem, zapomniałem jednej potrzebnej teczki, a teraz nie mogę się wyrwać z wytwórni...- powiedział.
Zawsze czegoś zapominał, a ty musiałaś mu to przynosić.
- Gdzie jest ta teczka? - zapytałaś.
- W moim gabinecie. Leży na biurku. Czarna z kilkoma białymi napisami. - opisał ci ją.
- Okay. Za niedługo będę w domu. Przebiorę się i ci ją przyniosę. - odpowiedziałaś.
- Dziękuję,______. Jesteś kochana. Do później. - rozłączył się.
Westchnęłaś i weszłaś do domu. Poszłaś do swojego pokoju i przebrałaś się. Później skierowałaś się do gabinetu ojca. Całe szczęście, że była tam gdzie mówił.
Często zdarzało się tak, że nie było rzeczy tam gdzie je "zostawiał". Najzwyklej w świecie zapominał, gdzie je zostawiał. Nadal nie wiedziałaś jak, mimo jego roztrzepania, wytwórnia prosperuje tak dobrze. Jednak nie wnikałaś, najwidoczniej twój ojciec był bardziej kompetentny niż się mogło wydawać.
Wzięłaś ją i wyszłaś z domu. Skierowałaś się na przystanek autobusowy. Mimo, że wytwórnia nie była nie wiadomo jak daleko, to jednak był kawałek drogi, a tobie nie chciało się iść pieszo.
Po drodze spotkałaś swoją przyjaciółkę, Yoon Soo.
- Hej. - odparłaś uśmiechnięta.
- Hej. - odpowiedziała. - Gdzie się wybierasz? - zapytała.
- Muszę jechać do taty, do wytwórni. A ty? Nie miałaś jechać przypadkiem do mamy? - zapytałaś.
- Pojadę dopiero jutro. - odparła. - Tak a propos wytwórni twojego ojca... Czemu nie chcesz, by ludzie dowiedzieli się kto jest tą "legendarną córką"? - zapytała.
- Bo to nie ma sensu. Nie chcę cały czas być zaczepiana prze ludzi i pytana o zespoły, które mój ojciec wypromował. - opowiedziałaś. - To byłoby zbyt uciążliwe.
Chwilę później musiałyście się rozdzielić. Pożegnałyście się i rozeszłyście w swoje strony. Potem przyjechał twój autobus. Wsiadłaś do niego i pojechałaś do ojca.
Na twoje nieszczęście zaczął padać deszcz. By dojść do wytwórni musiałaś przejść przez niewielki park. To można było nazwać plusem. Nie lało jak z cebra, więc w sumie i tak bardzo byś nie zmokła.
Po minięciu parku, musiałaś tylko przejść przez jezdnię. Po drugiej stronie była już wytwórnia. Jednak... Kiedy tylko weszłaś na pasy, momentalnie zaczęło padać o wiele mocniej.
Westchnęłaś.
I tak zmokłaś. Na dodatek o wiele bardziej niż się mogłaś spodziewać. Zawsze wszystko musiało iść nie po twojej myśli. Przemoknięta, ruszyłaś do budynku wytwórni.
Wpadłaś na jakiegoś chłopaka. Dopiero po przyjrzeniu mu się zauważyłaś kaptur i okulary przeciwsłoneczne.
Mimo że wyglądał trochę podejrzanie, najpierw pomyślałaś o tym po co mu te okulary, skoro pada deszcz i w sumie jest już ciemno? To cię bardziej ciekawiło.
- Przepraszam.- odparłaś i chciałaś go minąć.
On szybko zatkał ci usta i zaciągnął na tyły budynku, ta aby nikt was nie widział. Zaczęłaś się trochę bać. Nie wiedziałaś, co ma zamiar zrobić.
Słyszałaś, że ktoś biegnie w waszym kierunku. Miałaś zamiar pisnąć, ale dłoń chłopaka starannie ci to uniemożliwiała.
- Błagam, bądź cicho. - usłyszałaś jego szept.
Przestałaś się szarpać. Byłaś niewiarygodnie posłuszna.
- Widziałeś go? - był to głos jednego z pracowników wytwórni.
- Nie... Co za chłopak. Czemu nie może słuchać swojego menagera? - odparł drugi, również znajomy, głos.
Po chwili odeszli, a chłopak cię puścił.
- Kim jesteś i czego ty w ogóle ode mnie chcesz? - zapytałaś.
- Niczego. Po prostu by mnie przez ciebie znaleźli. - odparł oskarżycielsko.
- Przeze mnie? Jak ja nawet nic nie zrobiłam. - powiedziałaś.
- Ale byłaś blisko i by cię usłyszeli. Jeśli tak by było, znaleźliby mnie. - wyjaśnił.
- A możesz mi powiedzieć, kim jesteś? - zapytałaś.
- Jednym z członków zespołu z tej wytwórni. - odparł. - Zwiewałem przed menagerem... A ty... Jesteś cała mokra... - stwierdził.
- Poważnie? Ciekawe dlaczego? - zapytałaś sarkastycznie.
- Powinienem przeprosić, za przetrzymanie cię na deszczu. - podrapał się w głowę, a raczej w kaptur. - Tak więc, przepraszam. A teraz sobie idę. - odparł i minął cię.
W tym samym czasie zadzwonił twój telefon.
- _____, gdzie jesteś? Trochę tu już na ciebie czekam, nie mówiłem ci, że potrzebna jest mi dość szybko? Tak właśnie jest. Jeśli nie miałaś czasu lub...
- Jestem pod wytwórnią, tato. Zaraz u ciebie będę. - przerwałaś mu.
- Dobrze. Czekam na ciebie w studiu nagraniowym. - rozłączył się.
- Ale któ... - no i się nie dowiedziałaś.
Westchnęłaś i w końcu weszłaś do budynku.
- Przepraszam. W którym studiu jest mój ojciec? - zapytałaś, znajomą ci sekretarkę.
- Najprawdopodobniej nr 5. - odpowiedziała kobieta.
- Dziękuję. - odparłaś i ruszyłaś do wskazanego studia.
Po chwili znalazłaś się tuż pod jego drzwiami. Weszłaś.
- _____, dlaczego jesteś aż tak mokra? - zapytał, przerażony twoim wyglądem.
- Pada. Mocno. Plus ktoś mnie zatrzymał podczas tej pięknej pogody. Trzymaj tą teczkę. - wyciągnęłaś ją z torby i podałaś ojcu.
- No to ja wra...
- Czekaj, czekaj. - zatrzymał cię. - Idź do Yeon Ji i przebierz się. Jesteś zbyt przemoczona. - powiedział.
- Okay. - odparłaś i wyszłaś.
  Yeon Ji była przyjaciółką twojego ojca. W sumie to można było nazywać ją jego kuzynką.
  Pochodziłaś trochę po wytwórni, zastanawiając się gdzie może ona być. Weszłaś do innego studia nagraniowego i akurat udało ci się trafić.
- Hej. - odparłaś uśmiechnięta.
- _____... Ty jesteś cała mokra. - odparła zaskoczona.
- Minimalnie. - powiedziałaś. - Masz może coś, co nadało by się dla mnie do przebrania? - zapytałaś.
- Jasne. Chodź. - wyszłyście ze studia i skierowałyście się do jakiegoś pokoju.
- Okay. Trzymaj. - podała ci rzeczy, które przed chwilą wyciągnęła z jednych z szafek. - Wiesz gdzie jest łazienka. - uśmiechnęła się i wyszła.
       Od razu się tam skierowałaś i wzięłaś szybki prysznic. Przebrałaś się i wyszłaś. Na korytarzu wpadłaś na tego samego chłopaka, którego spotkałaś przed wytwórnią.
- Ty... - zaczęliście w tym samym czasie. - Co tu robisz?
Spojrzeliście na siebie trochę zdziwieni.
- Ja jestem...- znów zaczęliście razem.
- Mów pierwszy. - odparłaś.
- Jak mówiłem jestem w jednym z zespołów i...
- Czy przypadkiem nie uciekałeś przed menager'em? - zapytałaś.
- Nie bardzo mi wyszło, ale to już mniej ważne. A co z tobą? - spojrzał na ciebie pytająco.
- Jestem córką producenta. - odparłaś.
W wytwórni nie było to żadną tajemnicą.
- To naprawdę ty? - był chyba dość zaskoczony.
Ściągnął okulary i kaptur, przyglądając ci się uważnie. Zaczerwieniłaś się lekko.
- Producent bardzo dużo o tobie opowiadał. - stwierdził.
- Zawsze to robi. - odpowiedziałaś mu tym samym.
Zaśmiał się.
- Przyjdziesz później do studia? - zapytał nagle.
- Ale po co? - spojrzałaś na niego lekko zdziwiona.
- Proszę. - dodał.
- Dobra, niech ci będzie, ale...
- Super, ja muszę już iść. - pobiegł przed siebie.
Westchnęłaś i udałaś się do Yeon Ji.
Jakieś pół godziny później, udałaś się do studia, w którym był twój ojciec. Stawiałaś, że tam miałaś przyjść i się nie pomyliłaś.
Ojciec był bardzo zdziwiony twoim widokiem. Jednak najwidoczniej się z tego cieszył.
- Cóż to się stało, że przychodzisz na nagrania? - zapytał, gdy usiadłaś obok.
- Ktoś mnie o to poprosił, więc jestem. Poczekam, aż będziesz wolny. - powiedziałaś.
- Dobrze. - uśmiechnął. - A mogę wiedzieć co to za "ktoś", prosił abyś przyszła?
- A czy ty musisz wszystko wiedzieć? - burknęłaś tylko.
- No dobrze. - uśmiechnął się. - To nowy zespół, B.A.P.
Przyjrzałaś się im. Od razu dostrzegłaś chłopaka, który cię tu zaprosił. Wyjątkowo przyciągał twoje spojrzenie. Zauważyłaś, że znów ci się przygląda, więc odwóciłaś wzrok.
- Dobra, tak jak mówiłem. - powiedział do nich i puścił podkład.
Wsłuchałaś się. Spodobała ci się ta piosenka. Odleciałaś. Kiedy skończył się podkład zauważyłaś, że "ktoś" ci macha. Udawałaś więc, że tego nie widzisz. Mimo to lekko się uśmiechnęłaś.
- Choi Jun Hong. - powiedział ojciec, zauważając twoją reakcję na jego zachowanie. - Nazywa się Choi Jun Hong, a jego pseudonim to Zelo.
- Po co mi to mówisz? - zapytałaś.
- Tak po prostu. Bez wyraźnej przyczyny. - powiedział z lekka sarkastycznym tonem.
Udałaś, że tego zauważyłaś.
- Możesz przynieść im coś do picia? - spytał.
- Od kiedy jestem dziewczyną na posyłki? - jęknęłaś. - Co przynieść?
- Ej, nie denerwuj się. Chciałem dobrze. - odparł tonem pięcioletniego dziecka.
- Dobra, dobra. To co mam im przynieść? - wstałaś.
- W pokoju naprzeciw znajdziesz lodówkę. Wyciągnij coś stamtąd. - polecił.
- Okay. - odparłaś.
Po chwili wróciłaś z kilkoma butelkami napojów i poszłaś do chłopaków. Podeszli do ciebie i wzięli po jednej.
- Aa! - nagle rozległ się głos twojego ojca. - Chodźcie do mnie do gabinetu. - nakazał im. - Muszę wam coś pokazać. - wyszedł.
Zespół ruszył za nim. Został tylko Zelo. Nie wiedziałaś jak się zachować. Mimo wszystko zostaliście sami.
- Nazywam się Choi Jun Hong. - uśmiechnął się. - Mów mi po prostu Zelo.
Skinęłaś głową.
- Ja nazywam się...
- _____, wiem. - odparł, a ty spojrzałaś na niego zdziwiona. - Wiesz, jesteś inna od wszystkich dziewczyn, które kiedykolwiek spotkałem.
- Znasz mnie dopiero...
- Mówiłem, że producent dużo o tobie opowiadał? - odparł.
- Ale jak dużo...
- Bardzo dużo. - wyprzedził twoje pytanie. - Jesteś naprawdę inna... Znaczy taka sama, jak mówił, ale inna od reszty i...
Zaczerwienił się.
- Za dużo gadam. - westchnął. - Chodzi mi o to... - w tym samym momencie wszedł jeden z członków zespołu.
Zabrał Zelo ze studia mimo jego prostestów i wyszli. Chwilę próbowałaś poukładać sobie to, co tu zaszło, ale zrezygnowałaś. Wyszłaś ze studia i od razu skierowałaś się do domu.
Domyślałaś się co chłopak chciał powiedzieć. Właśnie przez to twoja twarz była czerwona. Miałaś wrażenie, jakby ten dzień był o wiele dłuższy niż by się wydawał. Musiałaś pomyśleć.  No bo, to było dość szybkie. Znałaś go mniej niż dzień, a on mówi coś takiego. Wiedziałaś, że twój ojciec często opowiada o tobie zespołom, ale jak dużo mógł mu powiedzieć?
Nie byłaś pewna czy mówi poważnie czy nie. Stawiałaś na to drugie i przestałaś brać to do siebie.
       Twój telefon znów zadzwonił. I ponownie był to twój ojciec.
- Tak? - odebrałaś.
- Skarbie, gdzie ty jesteś? - zapytał ojciec. - Myślałem, że w drodze do domu, zajedziemy do jakiejś restauracji. Wrócisz? - zapytał.
- Tato, źle się czuję. - skłamałaś. - Przepraszam.
- Wszystko w porządku? Gdzie teraz jesteś? - zapytał.
- Przy parku. - odparłaś.
- Dobrze, poczekaj tam. - odparł. - Polecę szoferowi, żeby cię podwiózł do domu. Nie chcę żebyś wracała sama.
- Okay. - powiedziałaś i rozłączyłaś się.
Usiadłaś na jednej z ławek i czekałaś na szofera. Chwilę później zjawił się i zawiózł cię do domu. Od razu skierowałaś się do swojego pokoju. Usiłowałaś nie myśleć o Zelo, ale marnie ci to szło. Po około trzech godzinach wrócił twój ojciec. Przeprosił, że dopiero tak późno. Zaczął rozmowę na temat Choi Jun Hong'a.
- Nie ma o czym rozmawiać, tato. - stwierdziłaś. - To tylko... Nie, nieważne.
- Dobrze, ja nie chcesz to nie mów. Nie rozumiem o co ci chodzi. Mogłabyś czasem pomyśleć innych. Zachowujesz się czasami naprawdę egoistycznie. - powiedział zdenerwowany i skierował się do gabinetu.
Westchnęłaś i poszłaś do swojego pokoju. Rzuciłaś się na łóżko. Twój telefon dzwonił, ale nie miałaś zamiaru z nikim gadać i ją wyłączyłaś. Nie zauważyłaś kiedy zasnęłaś.

Rano wstałaś, ogarnęłaś się i zeszłaś na dół. Trochę pomyślałaś nad wczorajszą sytuacją z ojcem i postanowiłaś, że go przeprosisz. Z taką myślą weszłaś do salonu. Jednak był tam ktoś, kogo się nie spodziewałaś. Zelo. Odwróciłaś wzrok od chłopaka i podeszłaś do ojca.
- Powinnam cię przeprosić za wczoraj. Wiem, że potrafię być denerwująca. - spuściłaś głowę, a ojciec przytulił cię.
- To nic, skarbie. - powiedział ciepło. - Ale jest tu chyba ktoś, z kim musisz porozmawiać. - puścił cię, znacząco patrząc na Zelo.
Odwróciłaś wzrok.
- Zostawiam was. - pocałował cię w czoło i pogłaskał po głowie. - Mam trochę roboty.
Westchnęłaś.
- Aa, wieczorem wyjdziemy gdzieś, dobrze? - spojrzał na ciebie pytająco. Skinęłaś głową.
- Wyjaśnijcie sobie wszystko. - powiedział i wyszedł.
Ponownie zostałaś z Jun Hong'iem sam na sam. Poszłaś do kuchni i sięgnęłaś do lodówki po wodę. Zaczęłaś ją pić.
- Co do wczorajszego... - zakrztusiłaś się, przypominając sytuację.
Zmartwiony chłopak podszedł bliżej ciebie.
- Nic mi nie jest. - odsunęłaś się.
- To... dobrze. - odparł.
Oparłaś się o blat.
- Czemu tu jesteś? - zapytałaś po dłuższym czasie.
- Z powodu tego co wczoraj powiedziałem. - odpowiedział.
- Jeśli o to chodi, to wiem, że nie mówiłeś na poważnie i...
- Mówiłem poważnie. - odparł stanowczo. Spojrzałaś w bok, chowając swoje rumieńce.
To niemożliwe.
- Spójrz na mnie, proszę. - poprosił. Niechętnie to zrobiłaś. Chłopak zbliżył się do ciebie.
- Naprawdę byłem poważny. Może to zabrzmi, jak z jakiejś taniej komedii romantycznej, ale... Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. - odparł, ujmując twoją rękę.
- Tak. Zobaczyłeś mnie w tym deszczu, złapałeś i pomyślałeś: "To ta jedyna"...
Zapadła chwila ciszy.
- Kocham cię, _____. - powiedział.
- Huh? - spojrzałaś na niego, jeszcze bardziej czerwona. - T-to...
Nie potrafiłaś z siebie nic wydusić. Uśmiechnął się i zbliżył do ciebie.
- Trochę absurdalne? - zapytał, a wasze usta dzieliły milimetry.
Nie wytrzymałaś i zbliżyłaś się do niego, przez co połączyłaś wasze usta. Musnęłaś lekko jego wargi, na co on odpowiedział. Pogłębił pocałunek, a ty objęłaś go lekko w pasie. Zelo objął twoje pośladki.
Wzdrygnęłaś się lekko, ale nie przeszkadzało ci to. W tym samym momencie do kuchni wszedł twój ojciec. Odchrząknął.
- T-to... - odsunęliście się od siebie gwałtownie.
- Wiecie, na górze jest sypialnia i...
- Tato! - ryknęłaś na niego, maksymalnie czerwona. Ten zaśmiał się.
- Wychodzę. - odparł i tak zrobił.
  Przez dłuższy czas nie patrzyłaś na chłopaka. W życiu nie byłaś tak czerwona. Jak twój ojciec mógł coś takiego zasugerować...
Chwilę później poczułaś dłoń chłopaka na swojej.
- _____, nie bierz tego na poważnie. On żartował. - powiedział.
- To i tak... - nadęłaś policzki.
Zelo pocałował cię w czoło, ty wypuściłaś powietrze z policzków.
- Wiesz, że jesteś słodka? - zapytał, przyglądając się twoim rumieńcom.
Sam też był trochę czerwony.
- Twój ojciec rozmawiał ze mną rano. Powiedział, że chciałby żebym się tobą zaopiekował. - odparł.
- Będziesz bawił się w moją niańkę? - zapytałaś.
- Wiesz o co mi chodzi. - stwierdził.
- Może. - spojrzałaś w bok.
- Więc, jak będzie? - zapytał.
- Z czym?
- Z nami. - odparł. - Zostaniesz moją dziewczyną?
Odpowiedziałaś mu na to pocałunkiem. Po chwili odsunęłaś się.
- Uznam to za "tak". - uśmiechnął się szeroko i przytulił cię mocno.
Również wtuliłaś się w niego.


________________
Scenario napisany dla Candry, gdyż iż ponieważ, Jelly jest jej UB :D Zabije mnie za to "Jelly"...
Pisałyśmy go jakiś czas temu, jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego. Wstawiam go, by nie było tak, że nic się nie pojawia :3
Tak w ogóle, Kyane, przepraszam, za to, że z D.O idzie mi tak długo, ale postaram się to ogarnąć :D 

Współautorką jest Mi Li ^-^ Nasz pierwszy wspólny scenario :D Muszę ją wymęczyć, bo chcę ich więcej xD
~YooRa

poniedziałek, 15 września 2014

D.O (EXO-K) - Kim jest Do Kyung Soo? (1/???)

     

D.O dla Kyane

       Kierowałaś się do wyjścia, gdy zatrzymała cię gospodyni.
- Niech panienka pamięta o dzisiejszej lekcji gry na pianinie i śpiewu. Później jest jeszcze dodatkowa lekcja języków obcych. - odparła starsza kobieta.
- Ta. - mruknęłaś i wyszłaś.
       Tam już czekał na ciebie szofer, który od razu po zobaczeniu cię, otworzył drzwi od limuzyny. Westchnęłaś i udałaś się w jej kierunku.
- Dzień dobry, panienko. - ukłonił ci się. Skinęłaś na to jedynie głową i wsiadłaś do pojazdu. Mężczyzna zamknął za tobą drzwi. Wsiadł na swoje miejsce i ruszyliście w kierunku szkoły, opuszczając podjazd pięknej i ogromnej willi.
        Taak, czego chcieć więcej? Willa, codzienne jeżdżenie do szkoły limuzyną, posiadanie wszystkiego czego tylko zapragniesz... Jako córka prezesa firmy, która odgrywała ważną rolę na rynku gospodarki, nie miałaś prawa na nic narzekać. No bo niby na co? Wszystko miałaś zapewnione, więc czego mogłoby ci brakować? Można by było wymieniać dłuższy czas, ale opiszmy to w jednym słowie – normalnego życia. Dobra dwa słowa, ale to pomińmy. Wszystko ciągnęło za sobą odpowiednie konsekwencje. Uczęszczanie do najlepszej szkoły w Seulu, mimo że nie wydawało by się być takie złe, było wręcz beznadziejnym doświadczeniem. Otóż w szkole tej, jak można by było się spodziewać, znaczna większość pochodziła z zamożnych rodzin. A co za tym szło, przechwalanie się „swoim” majątkiem. Nic nie denerwowało cię tak, jak rozwydrzone bachory, przechwalające się zerami na koncie rodziców. W życiu sami nie zarobili sami pieniędzy, a robią wokół siebie zamieszanie. Może i nie byłaś lepsza, bo też sama nigdy nie pracowałaś, ale nie chwaliłaś się tym kim jest twój ojciec. Na szczęście nikt tego nie wiedział. Wtedy miałabyś nagły przypływ ludzi, którzy chcieliby się z tobą „przyjaźnić”. Nawet wśród tych bogatych, twoja rodzina, wyróżniała się swoim majątkiem.
       Westchnęłaś. Po około dziesięciu minutach limuzyna zatrzymała się. Wysiadłaś z niej. Zabrałaś torbę i ruszyłaś w kierunku szkoły.
- Panienko! - zawołał za tobą szofer. Odwróciłaś się w jego stronę. - Mam nadzieję, że mi panienka wybaczy, jeśli spóźnię się dzisiaj trochę. - spojrzał na ciebie z nadzieją w oczach. - Moja narzeczona... - spuścił wzrok.
- Jasne. - uśmiechnęłaś się lekko. - Nie musisz przyjeżdżać po mnie dzisiaj. Jak chociaż raz wrócę autobusem, to nic mi się nie stanie. - odparłaś. - Powinieneś spędzić trochę czasu ze swoją narzeczoną. Pozdrowisz ją ode mnie?
- W życiu. Pan by mnie zabił. - odparł z powagą.
- Daj spokój. To wasza rocznica, prawda? - zapytałaś, patrząc na niego z uśmiechem.
       Spojrzał na ciebie zaskoczony. Już otworzył usta, gdy zaczęłaś mówić.
- Daję ci wolne. - odparłaś. - Jeśli dobrze pamiętam, to pracujesz dla mnie, nie dla mojego ojca. Nic mu nie powiem. - uśmiechnęłaś się.
        Po dłuższej chwili mężczyzna jednak przystał na twoją propozycje, powtarzając ci chyba z pięćset razy byś uważała. Potem ruszyłaś do szkoły. Po wszystkich lekcjach było już dość późno. I jeszcze czekały cię dwie lekcje dodatkowe. Westchnęłaś.
       Tak jak wcześniej było ustalone udałaś się na przystanek autobusowy. Oczywiście wszyscy od razu rozpoznali mundurek jaki na sobie miałaś, co wywołało masę zdziwionych spojrzeń. Rozległ się płacz. Rozejrzałaś się. Zobaczyłaś około czteroletnie dziecko, które łkało głośno, w ręku trzymając misia. Chłopczyk rozglądał się wokoło przestraszony. Najwyraźniej się zgubił. Rozejrzałaś się, ale nie widziałaś nikogo, kto miałby zająć się tym małym chłopcem. Podeszłaś do niego niepewnie. Przykucnęłaś i uśmiechnęłaś się lekko.
- Hej, powiesz noonie co się stało? - zapytałaś, nie do końca wiedząc jak masz się zachować. W sumie nigdy nie miałaś większego do czynienia z dziećmi, tylko czasami miałaś z jakimiś kontakt, przez przyjazd jakiejś kuzynki czy czegoś w tym stylu. Wtedy musiałaś robić to na pokaz, ale mimo wszystko podobno miałaś rękę do dzieci.
- Hyung... - powiedział chłopiec, ciągle płacząc. - Nie ma...
- Yah... Nie płacz, proszę... Znajdziemy twojego hyung'a, ne? - położyłaś dłoń na jego ramieniu. Chłopiec spojrzał na ciebie pytająco, po czym przytulił się do ciebie. Lekko zaskoczona objęłaś go.
       Podniosłaś go. Powoli trochę się uspokajał.
- Byung Hun!? Gdzie jesteś?! - usłyszałaś spanikowany głos jakiegoś chłopaka. - Byung Hun!
       Chłopiec odsunął się od ciebie kawałek.
- Hyung...- powiedział cicho.
- Hyung? - spojrzałaś na niego pytająco i rozejrzałaś się.
       Po chwili zauważyłaś czarnowłosego chłopaka, który przepychał się między ludźmi, rozglądając się nerwowo. Wyglądał jakby był mniej więcej w twoim wieku. Po chwili zauważył ciebie wraz z chłopcem. Podszedł do was ze złością wypisaną na twarzy.
- Możesz mi powiedzieć co robisz z moim młodszym bratem?! - zapytał, jakby zaraz miał zamiar cię zabić.
- Ja tylko... - zaczęłaś, a on wyrwał ci chłopca z rąk. - Yah! Tylko poma...
- Odsuń się albo zadzwonię na policję. - odparł, patrząc na twoje wyciągnięte ręce. Cofnęłaś je, a chłopak odszedł.
- Nic ci nie zrobiła? Nie wolno ci zbliżać się do takich dziwnych ludzi. Nie wiadomo co chcą zrobić. - usłyszałaś jeszcze jak mówił do chłopca, podniesionym tonem.
      Miałaś ochotę zrobić mu krzywdę. Pomagałaś, a on... Bez komentarza. Nawet nie dał ci nic wytłumaczyć! I jeszcze wziął cię za jakiegoś pedofila! Przyjechał twój autobus. Już miałaś do niego wsiąść, ale pod swoimi nogami spostrzegłaś misia, który należał do chłopczyka. Podniosłaś go i schowałaś do swojej torby. Wsiadłaś do autobusu, a ten ruszył.

       Wieczorem usiadłaś na łóżku, trzymając misia w dłoniach. Zastanawiałaś się co masz z nim teraz zrobić. Przecież nie znałaś tego chłopaka, nie miałaś pojęcia kim był i jak masz oddać misia jego młodszemu braciszkowi. Pomyślałaś, że może lepiej byłoby go zostawić tam gdzie leżał, mały pewnie zauważył brak zabawki. Możliwe, że by się wrócili i ją znaleźli. No, ale w sumie zostawianie zabawki na środku chodnika nie byłoby najlepszym pomysłem. Westchnęłaś i położyłaś misia na swojej szafce nocnej.
       Podniosłaś się i wyszłaś z pokoju. Skierowałaś się do kuchni. Byłaś dość głodna, mimo że jakąś godzinę temu była kolacja. Tam zastałaś kilka osób, które porządkowały kuchnię po ostatnim posiłku. Twoją uwagę przykuł jeden osobnik. Był to ten sam chłopak, którego spotkałaś na przystanku. Zdziwiłaś się lekko. Nie wiedziałaś, że pracuje w twoim domu.
- Kyung Soo, dobra robota. - klepnął go w plecy jeden z innych pracowników.
       Czyli ma na imię Kyung Soo, chyba...
- Jutro przygotujesz śniadanie dla ______. - odparł. - Powodzenia. - uśmiechnął się do niego.
        Cofnęłaś się. Pomyślałaś, że wytrzymasz. Skoro ON będzie robił dla ciebie śniadanie. Dobrze. Zobaczymy...

       Rano wstałaś wyjątkowo wyspana. Uśmiechnęłaś się pod nosem. Przeciągnęłaś się i zaczęłaś ogarniać. Niedługo później byłaś gotowa. Ponownie się uśmiechnęłaś. Wyszłaś z pokoju i zeszłaś na dół. Po przywitaniu ze starszą kobietą, usiadłaś przy wielkim stole w jadalni. Z niecierpliwością czekałaś na swoje śniadanie.
- Panienko, chciałam uprzedzić, że twoje śniadanie przygotuje nowy, naprawdę młody, kucharz, ale naprawdę jest niesamowity. - powiedziała.
- Cieszę się. - uśmiechnęłaś się do niej. - Jestem ciekawa co przygotuje...
       ...ktoś kto wczoraj uznał mnie za pedofila... - dokończyłaś w myślach.
       Po niedługiej chwili, do jadalni dotarł twój posiłek. Przyniesiony został przez samego kucharza. Przyjrzałaś mu się uważnie. Nie było żadnych wątpliwości – był to ten sam chłopak. Zauważyłaś również jeden ważny szczegół. Spojrzał na ciebie lekko zaskoczony, ale po chwili na jego twarz wróciła powaga i podał ci śniadanie. Trochę skrępowany powiedział co przygotował i odszedł. Zajęłaś się konsumpcją. Mimo że nie chciałaś tego przyznać, naprawdę smakowało ci to co przygotował. Ale to nie zmieniało faktu, że wczoraj naprawdę cię zdenerwował. Nie byłaś osobą wredną. Wręcz przeciwnie – byłaś miła. Jednak w niektórych okolicznościach potrafiłaś zmienić swój charakter o sto osiemdziesiąt stopni. Nie miałaś zamiaru podarować mu tego, jak cię potraktował.
      Po zjedzeniu udałaś się jeszcze na chwilę do swojego pokoju po misia oraz torbę. Wyszłaś z domu i wsiadłaś do limuzyny, która na ciebie czekała. Teraz tylko wystarczyło uważnie przyglądać się ludziom w szkole. Bo wiedziałaś, że tam go znajdziesz. Przynajmniej taką miałaś pewność. W końcu nie każdy mógł od tak założyć mundurek najlepszej szkoły w Seulu. No, a przynajmniej część mundurka.

       Znalezienie go nie było trudne. Do Kyung Soo, zajmował pierwsze miejsce w rankingu szkoły. Dziwiłaś się, że wcześniej nie zwróciłaś na to uwagi, gdyż zawsze irytował cię ten fakt. Starałaś się o pierwsze miejsce już dłuższy czas, a zawsze brakowało ci jakiś procent ewentualnie dwa, do jego wyniku. Czemu nie udało ci się zapamiętać jego nazwiska?
       Wiedziałaś, że jest w równoległej klasie. Zastanawiałaś się czy do niego podejść czy nie. W sumie byłaś ciekawa w jaki sposób wytłumaczy się ze wczorajszego popołudnia. Zdecydowałaś się go zaczepić dopiero na długiej przerwie. Wiecznie chodził sam, więc nie musiałaś dodatkowo męczyć się z odciąganiem go na bok.
- Czego chcesz? - zapytał oschle, nie zwracając na ciebie większej uwagi.
- Przeprosin? - zasugerowałaś lekko zirytowana.
- Nie mam za co przepraszać. - odparł.
- Nie? - prychnęłaś.
- Dokładnie. - spojrzał w twoją stronę, po czym przyspieszył.
       Zacisnęłaś dłonie w pięści. Również przyspieszyłaś.
- Uważasz więc, że nie zasługuję na przeprosiny? - zapytałaś.
- Nie mam zamiaru przepraszać osoby takiej, jak ty. - powiedział.
       Czy on całkowicie zwariował?
- Nie jestem pedofilem! - powiedziałaś w swojej obronie, trochę za głośno.
      Ludzie obracali się i patrzyli na ciebie, jak na idiotkę. Spuściłaś wzrok lekko zawstydzona.
- Nie chodziło mi o to. Zareagowałem, jak zareagowałem. Byung Hun to mój młodszy brat, a po ludziach z tej szkoły nic nie wiadomo. - odparł, tłumacząc.
- Nie wrzucaj mnie do jednego worka z tymi... ludźmi. - powiedziałaś.
- A to niby dlaczego? - spojrzał na ciebie z jakby pogardą. - Jesteś taka jak oni.
       Te słowa trochę w ciebie uderzyły. Nienawidziłaś, gdy ktoś to robił. Nie byłaś taka, jak reszta osób w tej szkole. Nie robiłaś rzeczy, jakie oni robili by „błyszczeć”. Uznawałaś to za żałosne.
- Nie znasz mnie. - stwierdziłaś przez zaciśnięte zęby.
- Nie muszę. Wystarczy spojrzeć. - stwierdził. - Możesz się uważać, za lepszą od nich, ale taka nie jesteś. - minął cię.
- Nie masz o mnie zielonego pojęcia. - odparłaś cicho, zdenerwowana.
- Trwaj w tym przekonaniu. - powiedział i odszedł.
       Zacisnęłaś dłonie w pięści i wraz z dzwonkiem ruszyłaś na lekcję.
       Jakim prawem zwracał się do ciebie takim tonem? Był w tej szkole, był jak reszta, był jak ty... Czy może jednak nie? I co by robił jako twój kucharz? Potrzebowałaś wyjaśnień. I to jak najszybciej. Następnym razem nie dasz mu się zbyć... Dowiesz się kim jest Do Kyung Soo.

___________________________________

Mianhe, mianhe, mianhe... Naprawdę przepraszam, że scenariusz pojawia się tak późno TT_TT Nie mam dużo czasu by pisać ostatnio. ^-^" Obiecuję, że od teraz będzie już lepiej.
Nie wiem kiedy pojawi się kolejna część, ale postaram się napisać ją dość szybko. Co do pozostałych scenariuszy, Candra zajmuje się Kang Jun'em, a Mi Li Sugą :D Kolejka jest otwarta :>
~YooRa

piątek, 15 sierpnia 2014

J-Hope (BTS) - Urodziny

   

J-Hope jako taki bonus ^-^

      Wyspana, przeciągnęłaś się i wstałaś z łóżka. Był już wieczór. Przez wczorajszą nockę musiałaś odsypiać cały dzień.
     Byłaś córką managera BTS, ale w sumie to ty tu miałaś najwięcej obowiązków. Nawet mieszkałaś z chłopakami. Nie było to wcale złe, patrząc na to, że z nimi nigdy nie idzie się nudzić oraz na to, że jeden z nich był twoim chłopakiem. Dzień wcześniej przyjechaliście na występ, a przy okazji mieliście mieć trochę wolnego.
      Od razu skierowałaś się do swojej łazienki i szybko doprowadziłaś się do porządku. Po skończonej czynności wyszłaś ze swojego pokoju. Chciałaś pójść do salonu, jednak ktoś zgrabnie ci w tym przeszkodził.Wtulił się w ciebie od tyłu. Mimo, że nie widziałaś jego twarzy wiedziałaś, że się uśmiecha.
- Dzień dobry, a raczej dobry wieczór. Wyspał się mój śpioszek? - zapytał J-Hope.
- Mmhmm. - mruknęłaś tylko.
      Obrócił cię do siebie. Stałaś z nim twarzą w twarz.
- Dostanę buziaka w nagrodę? - zapytał, słodko się uśmiechając.
- W nagrodę? Za co? - spojrzałaś na niego ciekawa.
- Po prostu mnie pocałuj. - odparł, a ty mimo przyzwyczajenia i tak zrobiłaś się czerwona. - Jesteś urocza. - stwierdził i złączył wasze usta w pocałunku.
      Odpowiedziałaś na niego, po czym odsunęliście się od siebie.
- Co byś powiedziała na wieczorny spacer? - zapytał szeroko uśmiechnięty - Niedaleko jest plaża.
- W sumie, czemu nie. - uśmiechnęłaś się lekko.
- To możemy iść od razu. - stwierdził i złapał cię za rękę.
- Czekaj, J-Hope. - zatrzymałaś się. - Pójdę po telefon do salonu i zaraz wracam. - puściłaś jego dłoń.
- O, nie. Telefon zostaje. - ponownie ujął twoją dłoń.
- Ale...
- Jeśli go weźmiesz nie będziesz zwracała na mnie najmniejszej uwagi. - powiedział obrażonym tonem. - Mamy wolne, dlatego idziemy na plażę. We dwoje. Sami.
      Uśmiechnęłaś się.
- Czyżbyś był zazdrosny o telefon? - zapytałaś.
      Westchnął.
- Może. - powiedział i wyszliście.
      Słońce już chowało się za horyzontem, pozostawiając za sobą różowo-pomarańczowe niebo. Było ciepło. Chłodny wiatr powiewał spokojnie. Wy szliście za ręce wzdłuż linii oceanu.
- Cieszę się, że w końcu mogliśmy gdzieś wyjść. Nawet jeśli to tylko spacer. - powiedział twój chłopak.
      Znów uśmiechnęłaś się.
- Ja też. Ostatnio nie mieliśmy dla siebie czasu, a mieszkamy razem. - westchnęłaś.
- Wynagrodzę ci to. - zapewnił. - Do naszego występu jeszcze zostało kilka dni. Będziemy mieli dla siebie więcej czasu.
       Uśmiechnęłaś się. Przy nim nie dało się inaczej. Zawsze byłaś uśmiechnięta.
- Chodź tu. - przyciągnął cię do siebie i pocałował cię czule.
      Objęłaś jego kark i odpowiedziałaś na pocałunek.

      Spacerowaliście po plaży jeszcze przez jakiś czas. Później wróciliście do reszty.
      Coś zaczęło cię intrygować. J- Hope nie pozwalał ci wejść do salonu. Nie wiedziałaś o co chodzi, ale ciągle starałaś się tam wejść. Jednak za każdym razem chłopak ci to uniemożliwiał. Naprawdę byłaś ciekawa co się dzieje.
- Yah! Powiesz mi o co chodzi? - zapytałaś chłopaka, po kilkunastu próbach.
- Ale o co chodzi? - udawał, że nie wie o co ci chodzi, robiąc przy tym słodką minę.
- Cały czas nie pozwalasz mi wejść do salonu. - odparłaś.
- Ja? - zapytał, uśmiechając się.
- Jung Hoseok! - spojrzałaś gniewnie na chłopaka.
       Ten zbliżył się do ciebie. Westchnął.
- Dobrze. Chodź, pokażę ci. - złapał cię za rękę i poprowadził do salonu.
Stałaś, jak wryta z rozdziawionymi ustami. Cały salon był ozdobiony. Przy ścianie wisiał wielki napis:

"Saengil chukahae,_______"

Naprawdę zaniemówiłaś. Prze to całe zamieszanie kompletnie zapomniałaś o swoich urodzinach. W ogóle nie domyśliłaś się, że właśnie z tego powodu J-Hope nie chciał puścić cię do salonu.
- Saengil chukahae! - krzyknęli razem.
Z twoich oczu popłynęły pojedyncze łzy.
- ______, czemu płaczesz? - zapytał zmartwiony V, podchodząc do ciebie.
Otarłaś je szybko.
- Wasza wina, głupki. - uśmiechnęłaś się. - Jesteście po prostu niemożliwi.
      Wszyscy uśmiechnęli się szczęśliwi. Każdy z osobna wręczył ci prezent i złożył życzenia.

       Zdecydowanie były to twoje najlepsze urodziny. Ale z tymi wariatami, każde będą najlepszymi.



_________________________________
I już drugi scenario tego samego dnia. ^^ Szalejemy xD No cóż, miałam go wstawić jakiś czas temu i w końcu to ogarnęłam, po krzykach Candry (mianhe, nie bij) ^-^" Komentujcie, proszę :>

G-Dragon (BigBang) - I'm sorry for being an idiot


G-DRAGON dla Kyane 

       Jechałaś szybko przez kolejne ulice Seoulu. Nie wiedziałaś dokładnie, gdzie jest twój przyjaciel. Mogłaś tylko zakładać, że poszedł tam gdzie zawsze. Westchnęłaś i dodałaś gazu. 
       Wiedziałaś, że tak będzie. Mówiłaś mu wcześniej, że ta dziewczyna nie jest dla niego. Że później będzie żałował. Ale nie, oczywiście on wiedział lepiej. Na dodatek stwierdził, że jesteś po prostu zazdrosna, bo nie możesz nikogo sobie znaleźć. Wtedy naprawdę poczułaś się urażona. Zabolało cię to co powiedział. To nie było do końca tak, że nie mogłaś sobie kogoś znaleźć. Mogłaś, ale nie chciałaś. Tylko jedną osobę potrafiłaś obdarzyć uczuciem. Wiedziałaś, że on nigdy tego nie odwzajemni, ale mówi się trudno. Nawet jeśli usiłowałaś przelać na kogoś to, co czułaś do Ji Young'a, nie udawało się. Dlatego ciągle trwałaś przy jego boku i wspierałaś, pomagając z każdym problemem jaki tylko posiadał. Niestety tak jak twoja miłość, wszystko działało w jedną stronę. Ale na to również nie mogłaś nic poradzić. Nie potrafiłaś zostawić go samemu sobie, kiedy on cię potrzebował.
       Po niedługiej chwili znajdowałaś się już pod barem. Wysiadłaś szybko i weszłaś do budynku. Od razu uderzyła w ciebie niezbyt przyjemna woń alkoholu i dymu. Rozejrzałaś się po zatłoczonym pomieszczeniu, ale nigdzie nie mogłaś dostrzec znajomej sylwetki.
       Spanikowana zaczęłaś błądzić po lokalu. Niestety nadal nigdzie nie było Ji Young'a. Miałaś przed oczami najgorszy scenariusz. Podeszłaś do barmana i opisałaś przyjaciela. Ten uśmiechnął się do ciebie i powiedział, gdzie znajduje się mężczyzna. Odetchnęłaś z ulgą, kiedy w wyznaczonym miejscu siedział blondyn. Podbródek opierał na stole i bawił się kieliszkiem. Usiadłaś na przeciw niego, a on spojrzał na ciebie.
- ______... - powiedział zachrypniętym głosem, lekko się uśmiechając.
- Czemu do mnie zadzwoniłeś? - zapytałaś, patrząc na niego niewzruszona.
- Zdradziła mnie... - odparł, podnosząc się do siadu prostego.
- I jaki to ma związek ze mną? - zadałaś kolejne pytanie.
- Miałaś rację...
       Westchnęłaś.
- I? - spojrzałaś na niego.
- Jesteś na mnie zła... - stwierdził.
- Jestem. - potwierdziłaś.
- Przepraszam... - spojrzał na ciebie, ze smutkiem w oczach.
       Ponowne westchnięcie. Podniosłaś się i spojrzałaś na swojego przyjaciela.
- Dasz radę sam wstać? - zapytałaś.
       Spróbował, ale mu to nie wyszło. Podałaś mu dłoń, i pomogłaś. Zarzuciłaś sobie jego rękę na kark i oparłaś go o swój bok. Wyszliście z baru i od razu skierowaliście się do twojego samochodu. Otworzyłaś drzwi od strony pasażera i pomogłaś wsiąść tam G-Dragon'owi. Ty obeszłaś samochód i usiadłaś na miejscu kierowcy. Zaczęłaś zastanawiać się gdzie go zawieźć. Spojrzałaś na blondyna, który zdążył już zasnąć. Postanowiłaś wziąć go do siebie, bo przecież nie mogłabyś zostawić go w takim stanie samemu sobie. Ruszyłaś w stronę swojego mieszkania. Droga trochę zajęła, ale w końcu był to drugi koniec miasta.
       Zatrzymałaś samochód przed swoim blokiem. Spojrzałaś ponownie na przyjaciela.
 - Ej... - szturchnęłaś go w bok, ale nie reagował. - Ji Young, wstawaj. Musisz wysiąść.
       Zero reakcji. Westchnęłaś. Nachyliłaś się nad nim i odpięłaś mu pas. Po skończeniu tej czynności, chciałaś się odsunąć, ale poczułaś uścisk na nadgarstku. Ji Young przyciągnął cię do siebie, a po chwili poczułaś jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałaś co się dzieje. Twoje oczy rozszerzyły się gwałtownie. Chciałaś się odsunąć, ale mężczyzna trzymał cię mocno. Twoje policzki płonęły czerwienią, a serce przyspieszyło. Po chwili uścisk poluźnił się, a wasze usta rozdzieliły. Opadłaś szybko na swoje miejsce, patrząc w przednią szybę. Nie miałaś odwagi spojrzeć na blondyna. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy nie usłyszałaś jego głosu, który tłumaczyłby owe zdarzenie, odważyłaś się skierować na niego wzrok. Zatkało cię. Nie wiedziałaś, czy masz się z tego cieszyć czy nie... GD spał! Nie mogłaś uwierzyć w to co widzisz. Jak on mógł robić coś takiego? Na dodatek przez sen?
       Opadłaś głową na kierownicę, przez co włączyłaś klakson, a Ji Young aż podskoczył i uderzył głową w w dach. Podniosłaś na niego wzrok.
- Wysiadaj. Wnosić na pewno cię nie będę. - odparłaś i wysiadłaś z samochodu.
       Blondyn zrobił to samo.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał, widać było po nim, że już trochę wytrzeźwiał.
- Jakoś musiałam cię obudzić. - odparłaś i weszłaś do budynku.
- Nie mogłaś zrobić tego jakoś delikatniej? - trzymał się za głowę.
       Ha! No tak, kac. Dobrze ci, tak!
- Inaczej nie działało. - stwierdziłaś.
       Weszliście na drugie piętro, a ty otworzyłaś drwi od mieszkania. Wpuściłaś do niego przyjaciela i kazałaś mu usiąść na kanapie. Nalałaś mu trochę wody do szklanki.
- Trzymaj. - powiedziałaś, a GD wziął od ciebie naczynie.
- Dzięki. - odparł i upił łyk. 

       Usiadłaś obok na fotelu. Przed oczami ciągle miałaś scenę pocałunku. Nie miałaś pojęcia, że blondyn jest w stanie zrobić coś takiego przez sen. Nawet kiedy spał, nie liczył się z twoimi uczuciami. Westchnęłaś.
- _____, wszystko dobrze? - zapytał, przyglądając ci się uważnie.
- Tak. - odparłaś. - A czemu miałoby być inaczej?
- Jesteś cała czerwona. - stwierdził, a ty zaczerwieniłaś się jeszcze bardziej.
       Twoja wina, pabo!

       Zbliżył się do ciebie.
- Chodź. - wyciągnął w twoją stronę rękę.
       Spojrzałaś na niego zdziwiona.
- Co ty ro... - zaczęłaś, a GD położył dłoń na twoim czole. A potem przeniósł ją na policzek.
       Ściągnęłaś ją z siebie szybko, a Ji Young spojrzał na ciebie zaskoczony. Przeniosłaś wzrok na podłogę.
- Nie masz... gorączki. - odparł i odsunął się trochę.
- Będziesz spać na kanapie, okay? - zapytałaś i wstałaś, by przygotować mu pościel.
- Nie będzie ci przeszkadzać, jeśli położę się razem z tobą? Nie chcę spać sam. - powiedział.
- A co ty? Pięciolatka? - spojrzałaś na niego zdziwiona.
       Zauważyłaś lekkiego rumieńca, który wyskoczył na jego twarzy.
- Po prostu potrzebuję twojej bliskości. - odparł cicho.
       Zaczerwieniłaś się przez jego słowa, ale nie miałaś zamiaru mu tego pokazać.
- Czy ja mam napisane w profilu "wolontariat"? - zapytałaś.
- Proszę, nie bądź taka. - spojrzał na ciebie proszącym wzrokiem. - Wiem, że byłem głupi, wiem, że cię uraziłem i wiem, że miałaś rację. Wiem to wszytko. Wiem też, że powinnaś się do mnie nie odzywać i zostawić mnie w tym barze, ale tego zrobiłaś. Dlatego teraz... Proszę, naprawdę cię potrzebuję.
       Westchnęłaś.
- Eh... Niech ci będzie. - powiedziałaś.
       Zobaczyłaś na jego twarzy uśmiech. Podszedł do ciebie i objął cię.
- Właśnie dlatego jesteś moją najlepszą przyjaciółką. - odparł, a ty poczułaś ukłucie w klatce piersiowej.
        Przyjaciółka...
- Dobra. Ja jeszcze chwilę posiedzę, a ty idź się kładź. - odparłaś. - Za niedługo przyjdę.
- To będę czekał. - uśmiechnął się i powędrował do twojej sypialni.
       Ty opadłaś na fotel bezsilnie. Domyślałaś się, że tej nocy na pewno nie prześpisz. Na pewno nie z wiedzą, że twoja miłość leży obok i śpi sobie spokojnie, nic nie wiedząc o twoich uczuciach.
       Wzięłaś laptopa i usiłowałaś przyciągnąć czymś swoją uwagę. Chyba ci się udało, bo nim się obejrzałaś minęło trochę czasu.
-______, chodź już. - usłyszałaś jego głos przy swoim uchu.
       Stał za tobą, opierając się na twoich barkach. Sięgnął i zamknął laptopa, który znajdował się na twoich kolanach.
- Nie mogę bez ciebie zasnąć. - odparł.
- A teraz jeszcze jestem twoją niańką? - odchyliłaś głowę do tyłu, by zobaczyć jego twarz.
       Była blisko, bardzo blisko. Twoje serce zaczęło bić szybciej. Spojrzałaś na jego usta.
- A chcesz się mną zaopiekować? - zapytał.
       Wiedziałaś, że twoja twarz zalała się rumieńcem.
- To wygląda tak uroczo. - dotknął twojego policzka, przez co byłaś jeszcze bardziej czerwona.
       GD to zauważył. Zaintrygowany spojrzał ci w oczy, ale ty odwróciłaś wzrok. Jednak blondyn na to nie pozwolił.
- Ja tak na ciebie działam? - zapytał, wpatrywał się uważnie twoje tęczówki.
        Zbliżył się odrobinę.
- Odsuń... się. - wydukałaś.
- Czemu? - zbliżył się.
- Ji Young... - jęknęłaś cicho.
- Wiesz, że nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz. - odparł i znów się zbliżył.
- O-Odsuń się... - powiedziałaś cicho.

       Przyjaciel tym razem wykonał twoje polecenie. Wyprostowałaś się i patrzyłaś przed siebie.
- Odpowiesz mi? - dopiero połączył fakty i zrozumiał chyba za dużo.
- To nieważne. - wstałaś i skierowałaś się do sypialni, ale GD ci to uniemożliwił.
- Dla mnie ważne... Jeśli ty naprawdę coś do mnie czu...
- Ważne? - prychnęłaś. Wiedziałaś, że zrobiłaś błąd uświadamiając go w swoich uczuciach. - Uważaj, bo uwierzę.
- Czyli naprawdę...- spojrzał na ciebie zdziwiony. - Czemu nic nie powiedziałaś?
- A czy to by cokolwiek zmieniło? - zapytałaś, patrząc na niego lekko zirytowana.
        Teraz jego oczy rozszerzyły się gwałtownie. Po chwili spuścił wzrok.
- Jeśli kiedykolwiek dawałem ci jakąś nadzieję... - zaczął. - To nie licz, na to, że...
       Spoliczkowałaś go.
- Chyba nie ma limitu, na to, jak bezczelny potrafisz być. - syknęłaś i w szybkim tempie ruszyłaś do swojej sypialni.
       W życiu nie byłaś tak zdenerwowana. Nie byłaś zła na niego. Przecież go znałaś, domyślałaś się, że tak będzie. Byłaś zła na siebie, że choć przez krótki moment miałaś nadzieję, że on jednak odwzajemni twoje uczucie i będziecie żyli długo i szczęśliwie. Tak, jasne! I co jeszcze?! Jak bardzo naiwna mogłabym być?!



       Minęło kilka tygodni. Nie widziałaś GD już dłuższy czas i nie miałaś zamiaru go oglądać. Wasza znajomość się rozsypała. Nie mieliście ze sobą żadnego kontaktu. Domyślałaś się, że tak będzie. Że kiedy on dowie się o twoich uczuciach to będzie koniec. I nie myliłaś się. Od koleżanek i kolegów, których dzieliliście, dowiadywałaś się jedynie o nowych dziewczynach swojego byłego przyjaciela. Nie pokazywałaś, jak bardzo cię to rani. Najbardziej wkurzało cię to, że ciągle coś do niego czułaś. Starałaś się spotykać z różnymi osobami, ale to nie wychodziło.
        Westchnęłaś. Był weekend, który oczywiście spędzałaś w domu.Sobota wieczór. Nie miałaś co ze sobą zrobić. Oglądałaś jakąś dramę, która cię wyjątkowo zainteresowała. Twój telefon zaczął dzwonić. Sama nie wiedziałaś, czy masz go odebrać czy nie. Zdecydowałaś, że nie. W końcu czemu miałabyś go odebrać? Jednak o dziwo GD był nieustępliwy. Zadzwonił ponownie. Tym razem zaczęłaś śpiewać ze swoim dzwonkiem. Było tak jeszcze kilka razy, aż w końcu zaczęło cię to denerwować. Chciałaś wyłączyć telefon, ale postanowiłaś, że odbierzesz, skoro tyle razy się próbował się dodzwonić.
- Oo, ____? - był pijany.
- A kogo się spodziewałeś? - zapytałaś oschle.
- _____~ - był naprawdę pijany. - Przyjdź do mnie.
- Zapomnij. - miałaś zamiar już się rozłączyć.
- _____, proszę... - on płakał? - Ja tak nie umiem... 

      Zaczęłaś zastanawiać się ile wypił. Przeklęłaś się w myślach.
- Gdzie jesteś? - zapytałaś.
- Przyjdziesz? - nagle jakby rozpromieniał.
- Gdzie jesteś? - zapytałaś ponownie.
- W domu. - odparł.
- Przyjdę. - powiedziałaś. - Masz nigdzie nie wychodzić, bo szukać cię nie będę. - rozłączyłaś się.
       Ubrałaś się i pojechałaś do mieszkania Ji Young'a. Weszłaś bez pukania. Od razu zrozumiałaś, że coś jest nie tak. Skierowałaś się do salonu. No co prawda siedział tam G-Dragon, ale na pewno nie w takim stanie w jakim myślałaś. Wcale nie był pijany...
- Wychodzę. - odparłaś wkurzona i ruszyłaś w stronę wyjścia, ale blondyn zagrodził ci drogę.
- _____... - zaczął. - Musiałem udawać, że jestem pijany. Inaczej byś nie przyszła.
- Więc wykorzystujesz przeciwko mnie fakt, że, mimo wszystko, potrafię się o ciebie martwić. - spojrzałaś mu w oczy.
- To nie tak... - wydawał się być smutny.
       Tak, wydawał. Nie zapominajmy, że Kwon Ji Young jest genialnym aktorem.
- Skończ. - odparłaś. - Daj mi wyjść. - próbowałaś go minąć.
- Nie, nie dam. Nigdy więcej nie dam ci odejść. - powiedział i postawił krok w twoją stronę.
       Ty cofnęłaś się i tak w kółko, dopóki na przeszkodzie nie stanęła ci ściana. GD oparł ręce po obu stronach twojej głowy i zbliżył. Twoja twarz automatycznie zapłonęła. Odwróciłaś wzrok.
- Patrz na mnie. - nakazał, ale nie wykonałaś jego polecenia.
- Odsuń się. - powiedziałaś.
- Zapomnij. - odparł, na przekór tobie, zbliżając się. - Spójrz na mnie.
- Nie chcę.
       Jedną dłonią chwycił twój podbródek i skazał na kontakt wzrokowy. Był zbyt blisko.
- Czemu mi to robisz? - zapytałaś, patrząc mu w oczy.
- To twoja wina. - odparł.
       Posłałaś mu nierozumiejące spojrzenie.
- Kiedy zrozumiałem, że coś do mnie czujesz, w mojej głowie pojawiła się pustka. Nie miałem pojęcia jak mam się zachować i zachowałem się jak totalny kretyn. Później zrozumiałem, że ciebie nie będzie już przy mnie i zacząłem spotykać się z innymi myśląc, że któraś mi ciebie zastąpi. Jednak tak nie było. Brakowało mi ciebie, myślałem o tobie cały czas. Nie potrafiłem skupić się na niczym innym. - powiedział. - Dopiero kiedy cię straciłem, zrozumiałem, że cię potrzebuję. Że chyba coś do ciebie czuję.
- Chyba?
- Właśnie zostałem upewniony w tym uczuciu. - odparł i zbliżył się bardziej.
       Czułaś się, jakby twoje serce miało zaraz wyskoczyć. Ji Young ujął twoją dłoń i przyłożył do swojego serca, które również nie było spokojne.
- Kocham cię, _____. - odparł czule. - Przepraszam za bycie takim idiotą. Wiem, że nie zasługuję na drugą szansę, ale jeśli mi ją dasz, obiecuję, że na pewno nie zostanie zmarnowana.
       Byłaś na niego zła, ale nie potrafiłaś ciągnąć tego dalej. To co do niego czułaś było po prostu zbyt silne.
- A co ja będę z tego miała? - zapytałaś.
- Ja nie wystarczę? - zapytał, lekko zaniepokojony.
- No nie wiem... - zaczęłaś. - Może wystarczysz.
       Ji Young uśmiechnął się szeroko. Przybliżył się i miał zamiar cię pocałować, ale się zatrzymał.
- Mogę? - znacząco spojrzał na twoje usta.
       Uśmiechnęłaś się lekko, a po chwili poczułaś jego ciepłe wargi na swoich. 


       Może dawanie drugiej szansy nie zawsze wychodzi na dobre, ale ważne, że tobie się udało. Dzięki temu, że wybaczyłaś GD teraz byłaś szczęśliwa i miałaś go tylko dla siebie. Nie miałaś na co narzekać, bo twój chłopak naprawdę o ciebie dbał.







____________________________
Annyeong~!
No i jest scenario z G-Dragon'em. Mam nadzieję, że mnie nie zabijesz za zepsucie go, Kyane... ^-^" Wyszedł trochę krótszy niż myślałam, no ale cóż... Zaczęłyśmy coś pisać z D.O, ale jest to cięższe niż zakładałam, tak więc zajmie trochę więcej czasu. Na szczęście wena mnie nie opuszcza :) Kang Jun'em również zajmiemy się już na dniach :> Co by tu jeszcze... Aa, kolejka tak jak obiecałam otwarta, tak więc, liczę na wasze zamówienia. Limit sięga dwóch scenariuszy ^-^ 
        ~YooRa      

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rap Monster (BTS) - Debiut




Scenario z Rap Mon'em ^-^


       Wstałaś wściekła.  Była sobota, siódma rano, a ktoś tak uporczywie ściąga cię z łóżka. Chciałaś zabić owego ktosia, ale szybko zmieniłaś zdanie. Dzwonił bowiem twój kuzyn - Park Jimin. Mimo, że byłaś Polką miałaś również korzenie w Korei.
- Oppa! - krzyknęłaś uradowana.
- Cześć_____! Co tam u ciebie? - zapytał wesoło chłopak.
- Mniejsza ze mną, gadaj co u ciebie. Dawno się nie odzywałeś. - powiedziałaś oskarżycielskim tonem.
- Wybacz, wybacz. Nie miałem zbyt dużo czasu. Ćwiczyliśmy i tym podobne...-przeciągnął zadowolony.
Wiedziałaś, że coś się stało. Znałaś go bardzo dobrze.
- Gadaj. - nakazałaś.
- Zawsze mnie przejrzysz, co nie? - zaśmiał się.
- Oppa... - jęknęłaś.
Nie lubiłaś na nic czekać. Nie lubiłaś również, gdy Jimin zostawiał cię w tej niepewności. A on uwielbiał cię drażnić.
- Dobra, dobra. Jesteś pewna, że jesteś gotowa? -zapytał.
Przez coś takiego jeszcze bardziej się niecierpliwiłaś.
- Tak, jestem. Mów. - popędziłaś go.
- Zadebiutuję w zespole. - odparł, a ciebie zatkało.
Wiedziałaś, że to było jego marzenie. Trzymałaś za niego kciuki. Skakałaś, jak pięciolatka gdy dowiedziałaś się, że został trainee. Wspierałaś go w każdy możliwy sposób. Na początku często do siebie dzwoniliście, ale potem jego trenigi zaczęły zajmować więcej czasu i kontakt się urwał. Nie miałaś mu tego za złe.
- T-Tak szybko? - po chwili wydukałaś. - Przecież to dopiero rok. - stwierdziłaś.
- Wiem, wiem. Ale akurat tak jakoś wyszło. - normalnie słyszałaś, że się uśmiecha. 
- Gartuluję! - uśmiechnęłaś się chyba najszerzej, jak mogłaś.
- Ale to nie wszystko. - dodał po chwili.
- Co? - zaciekawił cię.
- Co byś powiedziała, na przyjazd do nas? - zapytał.
- Do was? Czyli, że do Korei? - nie dowierzałaś.
- Mmhmm. Chciałabyś? - zadał ponownie pytanie.
- Poważnie?! - twój głos przybrał głośniejszy ton.
- Yhym. - mruknął, a tobie zachciało się skakać z radości.
Po chwili jednak entuzjazm trochę opadł.
- A co ze szkołą? A rodzice? Nie będę mogła... - było słychać smutek w twoim głosie.
- Ciocia z wujkiem nie mają nic przeciwko, a rok szkolny u ciebie i tak się kończy. - stwierdził.
- Ciocia z wujkiem... Czyli rodzice już wiedzą? - zapytałam.
- Yhym, od wczoraj. - odpowiedział.
- Czemu ja dowiaduję się ostatnia, oppa? - powrócił oskarżycielski ton.
- Chciałem zrobić ci niespodziankę. - powiedział słodko. - To przyjedziesz?
- No nie wiem, zastanowię się. - przybrałaś obojętny ton, na który Jimin zawsze się nabierał.
- Nie chcesz? - zapytał ze smutkiem w głosie. 
- Chcę. - odparłaś. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Stęskniłaś się za mną? - zapytał z nutką nadziei w głosie. - Ja za tobą bardzo.
- Może. - powiedziałaś chichocząc.
- Dobra, ja kończę. Jeszcze będę dzwonił. Pa pa! - pożegnał się wesołym głosem.
- Pa, oppa. - zrobiłaś to samo, po czym rozłączyłaś się.
Opadłaś na łóżko twarzą do dołu. Uśmiechnęłaś się. Bardzo cieszyłaś się na tą podróż.

Tydzień później stałaś na lotnisku, oczekując na kuzyna, który miał cię odebrać. Usiadłaś na jednej z wolnych ławek. Rozglądałaś się w okół. Miałaś nadzieję, że Jimin zjawi się szybko...Jednak to nie on przyszedł cię odebrać. Zamiast niego pojawił się wysoki brunet z okularami przeciwsłonecznymi na nosie.
- ______? - zapytał, przyglądając ci się.
Skinęłaś głową.
- Jestem Kim Namjoon albo, jak wolisz Rap Monster, i również jestem członkiem zespołu. Dokładniej liderem. - przedstawił się.
Uśmiechnęłaś się. 
Pasował na lidera. Byłaś ciekawa kim właśnie będzie osoba prowadząca cały zespół. Przez chwilę przeleciało ci przez głowę, że może Jimin, ale potem doszłaś do wniosku, że byłoby to niemożliwe. Nie potrafiłabyś sobie wyobrazić go jako lidera. Pewnie przez tą jego osobowość, która za każdym razem cię rozbrajała.
- Jimin miał cię odebrać, ale później doszedł do wniosku, że musi wszystko przygotować na twój przyjazd. - wyjaśnił. - Mam nadzieję, że nie czekasz za długo?
- Nie. Kilka minut temu wylądowaliśmy. - odpowiedziałam.
- To dobrze. Więc... Jedziemy? - zapytał, uśmiechając się lekko.
- Mmhmm. - mruknęłaś i ruszyliście.
Po niedługiej jeździe dotarliście na miejsce. Wyszłaś niepewnie z samochodu i przyjrzałaś się blokowi. 
- Idziemy? - usłyszałaś głos Rap Monster'a, który stał przy tobie z twoją walizką.
Spojrzałaś na nią.
- Ja mogę sama... - przerwał ci.
- Co to to nie. - uśmiechnął się lekko. - Chodź, muszą już czekać.
Powiedział i ruszył naprzód. Ty zrobiłaś to samo. Po niedługim czasie znaleźliście się wewnątrz dormy. Tam czekała cię, można powiedzieć miła, niespodzianka. Wszyscy bardzo chcieli cię poznać.
- _____! - usłyszałaś głos Jimin'a, który od razu rzucił się na ciebie.
Odwzajemniłaś jego uścisk.
- Też się cieszę, że cię widzę, oppa. - uśmiechnęłaś się promiennie.
- Dobra, dobra. Koniec klejenia się do siebie. - powiedział, któryś z chłopaków, a my wykonaliśmy polecenie.
 - Teraz moja kolej. - rzucił się na mnie właśnie ten, który kazał nam się odsunąć.- Jestem V. - przedstawił się, a reszta go ode mnie odciągała.
Jimin uwiesił na mnie swoje ramię i z uśmiechem zaczął przedstawiać resztę. Czułaś się wtedy trochę skrępowana. Mimo wszystko nagle otaczało cię siedmu chłopaków. No, sześciu. Jimin się dla ciebie nie liczył, bo był twoim kuzynem.

Zaśmiałaś się. Nie wierzyłaś, że naprawdę odczuwałaś przy nich coś takiego. Co prawda od twojego przyjazdu minęły dwa tygodnie, ale zdążyłaś się z nimi zaprzyjaźnić.
Siedziałaś właśnie na kanapie i skakałaś po kanałach, szukając czegoś co przykułoby twoją uwagę.Niestety nic takiego nie chciało się pojawić. Zespół wyszedł gdzieś i zostałaś tylko z Jungkook'iem.
- Noona, już od godziny przełączasz z kanału na kanał. Masz zamiar obejrzeć coś konkretnego? - zapytał maknae, który również był już znudzony.
- Nie bardzo. - odparłaś.
- Nudzi mi się. - stwierdził maknae.
- Mi też. - dołączyłaś się do niego.
- A czy kiedykolwiek wam się nie nudziło? - usłyszeliście czyjś głos.
Nie musiałaś się długo zastanawiać, do kogo należał. Rap Monster, jego głos potrafiłabyś rozpoznać chyba wszędzie. Teraz bardzo cieszyłaś się, że jest z tobą Jungkook. Nie wiedziałaś, jak miałabyś się zachować, gdyby maknae z tobą nie było.
Prawdy od siebie odrzucić nie mogłaś. Poczułaś coś do lidera. Reszta chłopaków, była dla ciebie przyjaciółmi, ale jeśli chodziło o Rap Mon'a, wiedziałaś, że jest inaczej.
- Gdzie byłeś? - zapytał maknae.
- Musiałem wyjść na chwilę do wytwórni. - odparł i usiadł na fotelu obok kanapy. - Co robicie?
- Nudzimy się. - odpowiedział Jungkook.
- Interesujące zajęcie. - mruknął lider.
- Wychodzę. -  oznajmił maknae, wstając nagle.
- Gdzie? - wyrwałaś się, lekko spanikowana.
Zawsze unikałaś sytuacji sam na sam z liderem. Nie potrafiłabyś się normalnie zachowywać. Najlepsze było to, że maknae o tym wiedział. Byliście w podobnym wieku, nawet jeśli byłaś trochę starsza. Zorientował się o twoich uczuciach do Namjoon'a naprawdę szybko. I od tamtego momentu ciągle namawiał cię do wyznania liderowi prawdy.
Spojrzałaś na czarnowłosego błagalnie. Jednak on uśmiechnął się przepraszająco.
- Potrenować. Jestem pewny, że znajdę tam, któregoś z hyung'ów. - stwierdził.
Kilka minut później wyszedł. Naprawdę miałaś ochotę go zabić. Między wami nastąpiła niezręczna cisza.
- Chcesz gdzieś wyjść... Może? - zapytał, patrząc na ciebie niepewnie.
I co niby mam mu odpowiedzieć?
- Mmhmm. - mruknęłaś. - Masz jakieś pomysły? - zapytałaś.
Na szczęście twoja gra aktorska była na najwyższym poziomie.
- Na pewno coś lepszego od siedzenia tutaj. - odparł, uśmiechając się lekko.
- Okay. Tylko jeszcze pójdę do toalety. - wyszłaś szybko z pomieszczenia.
Skierowałaś się do łazienki i szybko się z niej zamknęłaś. Obmyłaś twarz wodą. Byłaś czerwona. Dobrze, że szybko przyszłaś do łazienki. Przynajmniej Rap Monster nie zauważył wyrazu twojej twarzy. Po chwili wróciłaś i wyszliście. Spacerowaliście po ulicach miasta. Było to o wiele lepsze niż nudzenie się w domu. W dodatku byłaś z Rap Mon'em, mimo wszystko cieszyłaś się z jego obecności. Mogłaś spędzić z nim trochę czasu.
"Staliście" przed pasami, oczekując zielonego światła. "Staliście" czyt. wszyscy stali, a ty ruszyłaś przed siebie prosto pod koła jadącego samochodu. Na szczęście lider zdążył pociągnąć cię w tył, dzięki czemu nie wylądowałaś pod kołami...  A na Rap Monsterze. Mimo wcześniejszej sytuacji zagrożenia życia, teraz miałaś w głowie tylko ciało chłopaka, które przylegało do twojego. Na dodatek mocno cię obejmował, co jeszcze bardziej ograniczyło kontakt ze światem zewnętrznym.
- ______, czy ty w ogóle myślisz?! A może jesteś ślepa?! - wyrwał cię z zamyślenia wkurzony głos chłopaka.
Zrobiłaś się jeszcze bardziej czerwona. No cóż, twoja gra aktorska chyba osiągnęła jakiegoś rodzaju limit.
- Prze...Przepraszam. - wydukałaś.
Lider westchnął.
- Nie przepraszaj. - odparł, wstając wraz z tobą.
Puścił cię, a ty zapragnęłaś jego ponownego uścisku.
- Nie powinienem na ciebie krzyczeć... To...
- To nic. Często zdarzają mi się podobne wypadki i przyzwyczaiłam się. - uśmiechnęłaś się niepewnie.
- Tak, tak. - odwzajemnił twój gest, czochrając cię po włosach.
Po chwili spoważniał.
- Taka jesteś lepsza, nie musisz przy mnie udawać. - stwierdził.
Wyglądał jednak jakby powiedział coś czego nie powinien. Nie byłaś pewna dlaczego, ale wolałaś udawać, że nic nie słyszałaś.
Po kilkunastu minutach wróciliście do dormy.

Przeciągnęłaś się w łóżku. Minęły dwa dni od twojego wypadku z Rap Monster'em. Prychnęłaś, przypominając sobie owy dzień. Obróciłaś się na bok, po czym dostałaś zawału i spadłaś z łóżka.
- Oppa! - ryknęłaś, na wijącego się ze śmiechu, Jimina.
- Nie widziałaś... swojej... miny. - ledwo wypowiedział te słowa.
Zacisnęłaś zęby, po czym zepchnęłaś go z łóżka.
- Jaka energiczna. Tylko go nie uszkodź. - usłyszałaś, śmiejącego się, lidera.
Spojrzałaś w stronę drzwi, w których stał chłopak. Chwilę później jednak sobie poszedł.
- _______, zrobisz coś dla mnie? - zapytał Jimin, opierając się o ciebie.
-  Jestem śpiąca, daj mi spać. - oznajmiłaś i ruszyłaś w stronę łóżka.
- O, nie, nie, nie. - zniknął ci grunt pod stopami.
Pisnęłaś cicho. Wisiałaś teraz na ramieniu Jimina.
- Oppa! - jęknęłaś.
- Słucham? - nawet w jego głosie było słychać, że się uśmiecha.
- P...Postaw mnie. - wyjąkałaś.
Wiedziałaś, że teraz zacznie się szantaż.
- Nie wiem, czy mi się to opłaca. - zaczął.
- Co mam zrobić? - zapytałaś.
Zaśmiał się cicho i wyniósł cię z pokoju. Po chwili znaleźliście się w salonie. Chłopak rzucił cię na kanapę, na której na szczęście nikogo nie było.
- Wie ktoś, ile dostanę za zabójstwo z premedytacją? - zapytałaś wkurzona, a odpowiedział ci śmiech całej siódemki.
- Dobra, a tak na poważnie, to po co mnie tu przywlekłeś, oppa? - zapytałaś Jimina.
Uśmiechnął się podstępnie i podszedł do siedzącego na podłodze Sugi. Przeglądał jakieś płyty.
- Zobaczysz. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem.
- Co oni odwalają? - zapytałaś maknae.
- Będziemy coś oglądać. Tyle wiem. - odparł, wzruszając ramionami. Chyba nie był w humorze.
- Dużo. - jęknęłaś.
- Może powiecie co oglądamy? - zapytał lider, który usiadł obok ciebie.
- Coś bardzo interesującego. Spodoba ci się, _____. - i znowu ten głupi uśmieszek.
- Oppa... - jęknęłaś ponownie.
- Okay. Idę po przekąski z kuchni, a ty już włączaj. - polecił Suga, Jimin'owi.
Po chwili wszyscy siedzieliśmy w ciszy, jedząc i oglądając film. Tytuł wydał ci się znajomy, ale nie rozpoznałaś go od razu. Dopiero po jednej z "ciekawszych scen" zrozumiałaś co to za film. Był to jeden z horrorów, które Jimin uwielbiał ci puszczać. Sama nie wiedziałaś czemu nie rozpoznałaś tego filmu na początku. Ale to chyba przez osobę, która siedziała obok ciebie.
Wystraszona wtuliłaś się w Rap Mon'a, siedzącego przy tobie. Było ciemno, a ty nie wydałaś w siebie żadnego pisku ani nic w tym stylu, więc nikt tego nie zauważył, bo wszyscy w skupieniu oglądali film. Nikt oprócz lidera, rzecz jasna.
Orientując się, co robisz, chciałaś się odsunąć, ale... Ku twojemu zdziwieniu lider objął cię mocno.
- Nie musisz się bać. - wyszeptał ci do ucha.
Jego ton zawierał w sobie dużo czułości. Przez całą tą sytuację twoje serce zaczęło bić szybciej.Odsunęłaś się od niego, przesuwając się na drugi koniec kanapy. Wiedziałaś, że nie możesz pozwalać sobie na coś takiego, jak przed chwilą. Nic nie zmieniało fakt, że ci się to podobało. Wiedziałaś, że nic do ciebie nie czuje i robi to z grzeczności, więc zgadzanie się na to raniło by cię jeszcze bardziej.
Wstałaś bezszelestnie i udałaś się do swojego pokoju. Usiadłaś na łóżko, potem krążyłaś po pomieszczeniu, aż w końcu stałaś przed oknem i wpatrywałaś się w księżyc. Usłyszałaś ciche pukanie, a po chwili ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłaś się i zauważyłaś Namjoon'a.  Szybko skierowałaś wzrok z powrotem na okno. Podszedł do ciebie.
- Spójrz na mnie. - polecił.
- Nie chcę. - odparłaś szybko.
- Spójrz na mnie. - polecił po raz kolejny ze spokojem.
- Nie chcę. - powtórzyłaś.
- Dobrze. W takim razie powiedz mi czemu się tak zachowujesz? - zapytał.
- Zachowuję się normalnie. - mimo tego, jak dobrze potrafiłaś grać, głos ci zadrżał.
- Nie. Przynajmniej nie w stosunku do mnie. - odparł.
- Zachowuję się normalnie. Nie wiem o co ci chodzi. - powiedziałaś i chciałaś go wyminąć, ale złapał cię za rękę.
Zatrzymałaś się. Poczułaś, że twoja robi się czerwona.
- P-Puść mnie. - zająknęłaś się.
- Nie chcę. - ścisnął twoją dłoń mocniej.
- Puść. - powtórzyłaś.
- Nie chcę. - przedrzeźniał cię?
Przyciągnął cię do siebie i przytulił mocno. Nie wiedziałaś, co masz zrobić. Chciałaś go od siebie odepchnąć, ale był silniejszy.
- Pu-Puść...- powiedziałaś.
- Nie puszczę. - odparł.
- Ja nie chcę... Nie chcę, żebyś się tak zachowywał nic do mnie nie czując... - wypaliłaś, robiąc się jeszcze bardziej czerwona.
Zanim jednak zdążyłaś się z tego wytłumaczyć, Rap Mon zaczął mówić.
- Kto powiedział, że nic do ciebie nie czuję? - zapytał.
- Bo nie czujesz... - odparłaś cicho.
- Więc wiesz lepiej ode mnie? - zapytał ponownie, odsuwając cię trochę od siebie i patrząc ci w oczy.
Spuściłaś wzrok, jednak lider uniósł twój podbródek i tym samym skazał cię na kontakt wzrokowy. Czułaś jedynie, jak z chwili na chwilę stajesz się coraz to bardziej czerwona.
- Kocham cię. - wypowiedział i puścił cię, odsuwając się kawałek, jakby czekał na twoją reakcję.
- Mówiłeś... że mnie nie puścisz... - powiedziałaś bardzo cicho.
Zauważyłaś jedynie szeroki uśmiech chłopaka, bo czym wylądowałaś w jego ramionach. Uśmiechnęłaś się lekko i wtuliłaś się w niego. Spojrzeliście na siebie. Powoli zaczęliście się zbliżać. Wasze usta dzieliły milimetry. Czułaś jego oddech...
- Gołąbeczki! Publiczność wam nie przeszkadza? - usłyszeliście głos Jimin'a i odsunęliście się od siebie w szybkim tempie.
Przed wami bowiem stała cała szóstka, która patrzyła na was, jakby oglądali jakiś film.

        Tydzień później BTS (bo tak się zwali) mieli debiut, a po kolejnym, ty musiałaś wracać do Polski.
Nigdy nie zapomnisz wakacji, które zmieniły całe twoje życie. W końcu nie każdy jest dziewczyną idola.


________________________________

Scenariusz jako taki, ale pisany o własnych siłach. ^-^ Mam nadzieję, że nie jest tak zły, jak ja sądzę xD Dobra, narzekać nie będę, ważne, że jest ;3
Tak jak wcześniej mówiłam, zamykam kolejkę na te trzy dni :( Przepraszam. Oby nikt nie był na nas zły ^-^"
Tkwię w nadziei, że przez te trzy dni uda mi się napisać choć jeden scenario z zamówienia :>

  ~YooRa       

Obserwatorzy